niedziela, 20 marca 2016

KREW I STAL


Tytuł: Krew i stal
Autor: Jacek Łukawski
Seria: Kraina Martwej Ziemi
Gatunek: fantasy
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 370
Data wydania w Polsce: 03.2016 r.
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Cena z okładki: 34,90 zł 
Ocena: ★★★

Gdy krew bohaterów zrosi Martwą Ziemię, stal będzie musiała dosięgnąć zdrajców. Sto pięćdziesiąt lat po powstaniu Martwej Ziemi z twierdzy granicznej wyrusza oddział żołnierzy, by wąskim przesmykiem przekroczyć zapomnianą krainę. W starym klasztorze u podnóża Smoczych Gór ukryte jest coś, co musi powrócić do królestwa, zanim Zasłona Martwej Ziemi pęknie i zaniknie. Silny oddział pod dowództwem Dartora, starego, zaprawionego w bojach oficera, wkracza w suche stepy, by zmierzyć się z demonami przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Prawdziwy cel misji zna tylko przysłany w ostatniej chwili przewodnik. Lecz nawet on – tajemniczy Arthorn – nie przypuszcza, jaki los przygotowali dla nich bogowie i jak krucha jest równowaga znanego im świata. 
Krew i stal to mocny debiut Jacka Łukawskiego, w którym klimat wczesnego średniowiecza znakomicie miesza się ze słowiańskim kolorytem.

***

Debiut Jacka Łukawskiego oceniam jako dwie osobne książki. Pierwsza to kara, którą można stosować dla dzieci, gdy mają zbyt dużo energii. Druga to nagroda, gdy już wypłaczą wszelkie płyny i przysięgną, że nic takiego się już nie powtórzy.

Przez pierwszą połowę książki przeżywałam katorgę. Nie przeszkadzał mi średniowieczny język, ale i tak nic nie mogłam zrozumieć. Łukawski cierpiał na pomieszanie z poplątaniem, a ja niezwykle szybko się zaraziłam. Myślę, że to było najnudniejsze 150 stron w moim życiu. Właśnie przez to odejmuję dwie gwiazdki z ogólnej oceny.

Dzisiejszego ranka postanowiłam sobie przeczytać tę książkę, choćby świat płonął, a drzewa tańczyły <frywolne postanowienie>. Przebrnęłam przez dziesięć kolejnych stron i... zaczytałam się! Dalsze przygody Arthona zafascynowały mnie. Marcus stał się postacią nad wyraz przejmującą, a każde kolejne zdarzenie sprawiało, że moje serce wywijało koziołka i krzyczało: czytaj, czytaj, czytaj!  

Autor odwzorował idealnie średniowiecze. Są księżniczki, smoki, zaklęte miecze, walki, rumaki i kołacze. 

Jacek Łukawski to niezwykle utalentowany pisarz, a seria ''Kraina Martwej Ziemi'' może podbić polski rynek wydawniczy (jeśli autor zaniecha wstępów). 


5 komentarzy:

  1. W ogólniej ocenie chyba dobrze ;) Ja niestety częściej zachwycam się pierwszą częścią pozycji, a kiedy sięgam po nią następnego dnia... nie dowierzam, ze to ta sama. Baaardzo rzadka zdarza mi się, jak Tobie teraz, zmienić zdanie na lepsze, a szkoda (i to nie kwestia mojego zatwardziałego konserwatyzmu, bo ja książce mimo wszystko próbuję dać szansę do ostatniego zdania, ostatnio się opłacało przy "Żarze prawdy" i to jak!)
    Paulinka z
    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda, że jak początek nie wciągnie to później to wszystko tak bardzo się dłuży. Pomimo tego trudnego wstępu skusiłabym się na tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, ale nie czuję się zachęcona... To nie mój typ ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam tak samo jak Ty - nie mogłam przebrnąć przez pierwsze 150-200 stron książki, a potem tak się zagalopowałam, że aż się zdziwiłam, kiedy zobaczyłam ostatnie zdanie :D
    Miejmy nadzieję, że kolejne tomy będą lepsze!
    Pozdrawiam!
    Biblioteczka Blanki

    OdpowiedzUsuń
  5. Jedna z pierwszych pozycji na moim książkowym must-read. Polskie fantasy w średniowieczu zapowiada niezłą przygodę :)

    OdpowiedzUsuń