Follow Us @soratemplates

sobota, 21 kwietnia 2018

ARCHITEKCI NATURY

14:56:00 0 Comments

Ta książka sprawi, że na zwykłe mrowisko spojrzysz jak na najwspanialsze dzieło sztuki.

Czy wiesz, że Wielki Mur Chiński to nie jedyny obiekt widziany z kosmosu? Drugim jest Wielka Rafa Koralowa, wzniesiona przez biliony małych koralowców.

Okazuje się, że zwierzęta też kopią, murują, sklejają, zszywają i splatają. Bez użycia jakichkolwiek narzędzi tworzą niesamowite budowle: kawalerki, napowietrzne pałace, podziemne metropolie, potężne drapacze chmur, więzienia, kampery.

To nie wszystko… Tworzą też meble. Orangutany budują w koronach drzew niebywale wytrzymałe łóżka, które są w stanie utrzymać te prawie 100 -kilogramowe ssaki. I robią to prawie codziennie.

Zwierzęta budowniczowie są inspiracją dla wielu pokoleń architektów. Nawet klimatyzacja nowoczesnych wieżowców wzorowana jest na pomyśle wykorzystywanym w wieżach afrykańskiego termita.

Książki Dr Mario Ludwiga, niemieckiego przyrodnika celebryty czyta się tak dobrze, jak słucha głosu Krystyny Czubówny.

Wydaje mi się, że ostatnio rozwija się moda na książki o naturze. I propagują ją Niemcy! Z pewnością kojarzycie "Sekretne życie drzew", "Duchowe życie zwierząt" itd., a także "Wilczycę" czy "Czy to pierdzi?". To tylko kilka z wielu książek, które ostatnio robią sporo szumu, a traktują o naturze. Niezmiernie się z tego powodu cieszę.

Jedną z piękniejszych na pierwszy rzut oka książek jest dzieło Mario Ludwiga, Architekci natury. Cudowne wydanie, twarda oprawa, śliczne barwy na okładce i niestety szarość w środku. Co z tego, że rozdziały oprawione są fascynującymi grafikami, skoro nie posiadają koloru i wyglądają trochę smutno? To bardzo wielki minus dla książki tego typu, z pewnością pomyślałabym o tym wydając kolejną książkę o takiej tematyce.

Najważniejsze jest jednak przesłanie, a zaręczam, że w tej książce spotykamy się z przesłaniem niezwykłym! Od dawna słyszałam o tym, że mrówki potrafią przenieść bardzo ciężkie rzeczy, ale że potrafią zbudować takie cuda? I to nie tylko one, ale też pszczoły, termity, koralowce i inne malutkie stworzonka. Te większe nie są gorsze! Orangutany i bobry to też architekci z niebywałym talentem, przekonajcie się sami!

Myślę, że po tej lekturze będę inaczej zerkać na dziwne konstrukcje, które mijam w lesie i trochę pobłażliwiej na ludzkie wytwory, bo skoro malutkie koralowce potrafią zbudować coś, co widoczne jest z kosmosu, to dlaczego nie interesujemy się nimi, a pracownikami, którzy stawiali Wielki Mur Chiński?

Obowiązkowa lektura dla fascynatów przyrody, ale też dla... architektów!

środa, 18 kwietnia 2018

CZY TO PIERDZI? SEKRETNE (GAZOWE) ŻYCIE ZWIERZĄT

11:52:00 0 Comments

Robią to psy. Robią to krocionogi. Kiedyś robiły to dinozaury. I robisz to ty, w przeciwieństwie do ośmiornic. Być może robią to także pająki, ale pewności nabierzemy dopiero w toku dalszych badań. Nie robią tego ptaki, chociaż mogłyby, gdyby tylko chciały. A śledzie robią to po to, by się porozumiewać.
Czy to pierdzi? jest pełną zaskakujących faktów, bogato ilustrowaną i rzetelnie, a przy tym lekko napisaną książką o tym, co piszczy we wnętrznościach zwierząt. Autorzy omawiają aż 80 gatunków. Znajdziesz tu odpowiedzi na wiele intrygujących pytań.
Jaki pokarm sprawia, że wiatry hieny pachną wyjątkowo nieprzyjemnie? Co to takiego fossa? I czy fossa pierdzi? Dlaczego mięczaki wymiotują, ale nie puszczają bąków? No i czym właściwie są bąki? Książka Czy to pierdzi? powstała przy współpracy kilkudziesięciu uznanych biologów. Dzięki ich fachowej wiedzy krąg podejrzanych o nieprzyjemny zapach w twoim pobliżu zbawiennie się powiększy.

Chciałam zacząć tę recenzję stwierdzeniem, że to idealna książka dla dzieci, ale szczerze mówiąc... Który dorosły wie, czy śledzie pierdzą? Ja wiem! (Pierdzą.)

To jest taka malutka książeczka, niespełna 150 stron i to niewielkiego formatu, a połowa to pewnie obrazki, ale ile można się przy niej dowiedzieć! Nie wiem, czy są to informacje, które można wykorzystać w szkole, na maturze, czy w CV, ale przydadzą się, gdy wasze dzieci zaczną zadawać dziwne pytania lub gdy coś wam się wymsknie... zawsze możecie zrzucić winę na psa, kota, gekona...

Dla własnej satysfakcji i poprawy nastroju przyda się przeczytać tę książkę. Posiada naprawdę dużo uroczych i zabawnych rysunków, wszystko jest przejrzyście i zrozumiale opisane. Można dowiedzieć się zaskakujących rzeczy związanych nie tylko z puszczaniem bąków. ;)

Koniecznie po nią sięgnijcie. To dobry sposób na naukę dla dzieci, bo przez książkę przewija się kilkadziesiąt zwierząt, a także trik na poszerzenie waszej wiedzy. Nie zmarnujecie czasu podczas tej lektury.

niedziela, 15 kwietnia 2018

SHINRIN-YOKU

16:12:00 1 Comments

Jak dzięki drzewom stać się szczęśliwszym i zdrowszym
Shinrin-yoku – leśna kąpiel – to spędzanie czasu w lesie, żeby być zdrowszym, szczęśliwszym i spokojniejszym. Shinrin-yoku od dziesiątków lat stanowi jeden z filarów japońskiej kultury i sposób odbudowywania naszych więzi z naturą. Może przybierać różne formy: od uważnych spacerów po lesie, przez wyjście do pobliskiego parku, po chodzenie boso po trawie.

Shinrin – las
yoku – kąpiel

Badania dr. Qing Li, eksperta w dziedzinie medycyny leśnej, dowiodły, że obcowanie z drzewami (a nawet ustawienie w mieszkaniu czy biurze odpowiednich roślin czy wdychanie olejków eterycznych) może obniżać ciśnienie krwi, zmniejszać stres, zwiększać energię życiową i pobudzać układ odpornościowy. Bazując na swojej wieloletniej pracy naukowej, dr Li pisze o odmieniającej życie mocy drzew. Dzieli się przy tym praktycznymi radami i wskazówkami, by każdy z nas mógł skorzystać z dobroczynnego działania shinrin-yoku.


Będąc młodsza mieszkałam w domku otoczonym lasem mieszanym. Sosny, buki, świerki, dęby, a także małe krzaczki, maliny, jeżyny, poziomki... Teraz, gdy mieszkamy w miejscu, gdzie las wygląda jak sadzony z linijką i podziurawiony, strasznie tęsknię za tymi momentami, gdy mogłam uciec na polanę i popatrzeć na ptaki w koronach drzew. Ta książka byłą dla mnie podróżą do przeszłości i lekcją, którą mogę w stu procentach uznać za prawdziwą. 
Doktor Qing Li faktycznie przedstawia i sztukę u teorię kąpieli leśnych. Dosłowna sztuka, to wydanie tej książki. Te zdjęcia, które w niej spotykamy to magia. Chciałoby się je wyciąć i powiesić na ścianach, ale szkoda niszczyć tak piękną rzecz. Teoria też m tu swoje miejsce. Wszystko jest dokładnie opisane i wyjaśnione na podstawie profesjonalnych doświadczeń. Równocześnie ta naukowa część nie jest nudna i niezrozumiała, ale bardzo klimatyczna i przekonująca, a przynajmniej ja tak ją odebrałam.

Leśna kąpiel to nie jest jakiś psychologiczny wymysł. To prawdziwa terapia dla tych, którzy zmagają się z problemami i potrzebują chwili odpoczynku. Korzystając z mojego doświadczenia mogę ją tylko polecić: zarówno książkę jak i kąpiel.
Bardzo zachęcam was do lektury i do wypróbowania porad autora. Książka jest piękna, cudownie wydana i ciekawa, a obcowanie z lasem ma wyłącznie plus. No chyba, że złapie was jakiś kleszcz, ale spokojnie, ja swoje dzieciństwo spędziłam oblepiona tymi cichymi zabójcami i nadal tu jestem. ;) Kupujcie, czytajcie i odwiedzajcie lasy.

piątek, 13 kwietnia 2018

MORE HAPPY THAN NOT. RACZEJ SZCZĘŚLIWY NIŻ NIE

07:27:00 1 Comments

W swojej rewelacyjnej debiutanckiej powieści stanowiącej połączenie Zakochanego bez pamięci z Innymi zasadami lata, Adam Silvera zachwyca i porusza do łez.
Po samobójstwie ojca szesnastoletni Aaron Soto nie może się pozbierać i znaleźć szczęścia. Dzięki pomocy swojej dziewczyny Genevieve i zapracowanej matki powoli wraca do siebie. Jednak smutek i blizna na nadgarstku nie dają mu zapomnieć o przeszłości.
Kiedy Genevieve wyjeżdża na kilka tygodni, Aaron spędza ten czas z nowym znajomym. Thomas ma projektor filmowy i nie przejmuje się tym, że Aaron kocha książki fantasy. Jednak ich szczęście nie wszystkim się podoba. Nie mogąc zerwać z Thomasem Aaron zwraca się o pomoc do Instytutu Leteo, chociaż oznacza to, że zapomni, kim naprawdę jest.



Dosłownie chwilę przed zaczęciem tej książki usłyszałam na Instastories, że to nic specjalnego. Trochę się zraziłam, ale zaczęłam. I faktycznie. Przez pierwsze 200 stron myślałam: ależ to głupie. Główny bohater ma świetną dziewczynę, a ciągle wyraża jakieś wątpliwości względem jej. Poznaje chłopaka i nagle dochodzi do wniosku, że on podnieca go bardziej od ukochanej. W ogóle zachowuje się jakoś nienormalnie, często irytuje i sprawia, że chcesz powiedzieć: co za słaba książka.

Ale po tych dwustu stronach następuje wielkie bum! Dowiadujemy się, że to wszystko, co uznawaliśmy za dziwne i irytujące ma swoje uzasadnienie, którego nie zobaczyliśmy wcześniej. Te malutkie elemenciki, które się pomija, jakieś krótkie rozmowy, nieważne opisy... To wszystko to część zagadki, która rozwiązuje się na naszych oczach w ułamku sekundy. 

Skończyłam czytanie na dwusetnej stronie o pierwszej w nocy i bardzo się cieszę, bo jeśli przeczytałabym pięć stron więcej i poznała motywy głównego bohatera, to z pewnością nie poszłabym spać aż do samego końca.

To nie koniec. W pewnym momencie myślimy: och, wszystko się rozwiązało, teraz będzie już dobrze. Nic z tego! Kolejna niespodzianka, która zwala czytelnika z nóg, łamie serce i co najważniejsze, każe pomyśleć.

Do tego sama idea Leteo, kliniki, która pozwala zapomnieć. Tylko czy potrafimy oszukać naturę? Co jest gorsze? Pamiętać czy zapomnieć? I co się stanie, gdy zapomnisz?

Niezwykła powieść poruszająca wiele ważnych zagadnień, od homoseksualizmu po autodestrukcję. Obowiązkowa do przeczytania nie tylko dla młodzieży, ale też dla rodziców. Nie zapominajcie o swoich dzieciach. 

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

TRUPIA FARMA. NOWE ŚLEDZTWA

08:35:00 1 Comments

Nowa książka autorów kultowej "Trupiej farmy".
Nawet najostrożniejszy morderca zawsze pozostawi ślad, który go zdradzi. W skutecznym szukaniu tych śladów pomaga założona przez Billa Bassa słynna "Trupia farma" – wyjątkowy naukowy projekt badania tego, co dzieje się z ludzkim ciałem po śmierci. Dzięki jego badaniom nauka jest w stanie wydrzeć zmarłym ich sekrety.
Czy odgryziona końcówka cygara może wskazać mordercę? Jak zidentyfikować ciała ofiar eksplozji w nielegalnej fabryce fajerwerków? Dlaczego muchy i ich larwy są najlepszymi sprzymierzeńcami antropologa sądowego?
Bill Bass, opisując najciekawsze i najdziwniejsze przypadki, jakie spotkał na swojej drodze, zabiera nas w mroczną i fascynującą podróż po świecie, gdzie nie ma zbrodni doskonałej.
Trzynaście nowych spraw z archiwum legendarnego detektywa kości!



Zawsze jestem trochę uprzedzona, jeśli chodzi o książki, które autor wydaje po opublikowaniu czegoś, co odniosło sukces. Wydaje mi się wtedy, że wszystko to, co odrzucił pisząc poprzedni tom, umieścił w kolejnym, by zaspokoić ciekawość fanów. Nie czytałam "Trupiej farmy", ale myślę, że "Trupia farma. Nowe śledztwa" zalicza się w pewnym stopniu do tej kategorii.

Nie przeczę, pewne zagadnienia są niezwykle ciekawe. Nie miałam pojęcia, że mogę złamać rękę w wieku dziesięciu lat, żyć kolejne pięćdziesiąt, umrzeć, a po czterdziestoletnim spoczynku pozwolić badaczom na zidentyfikowanie moich (resztek) zwłok wyłącznie dzięki śladowi, który pozostał na mojej kości. Pojawiają się jednak nudnawe fragmenty, których nawet nie mogę wam streścić, bo zwyczajnie przy nich przysypiałam. Może nie miałam aż tak rozległej wiedzy, by poruszyły jakieś trybiki w mojej głowie. Jednakże jeśli interesujecie się biologią lub jesteście w temacie: śmiało, to książka dla was.

Nie mogę jednak powiedzieć, że tej pozycji brak charakteru, przeciwnie. Może dziwnie to zabrzmi, ale klimat tej pracy wprowadzał mnie w skrajne stany - od zadumy i nostalgii po mordercze zamiary, które pozwolą mi potwierdzić słowa autorów. Samo w ogóle wyobrażenie miejsca takiego jak trupia farma jest przerażające i fascynujące zarazem. Myśl, że ludzie zajmują się odkrywaniem śladów każdego dnia, a do tego przeświadczenie, że morderca naprawdę zawsze zostawia jakiś ślad. Zawsze. Niezwykłe.

Ta książka to podróż, w której krok po kroku odkrywamy element łamigłówki, aż nadchodzi moment, w którym trzeba je wszystkie złożyć w całość i odkryć coś, co nie mieści się w głowie i przyprawia o dreszcze

czwartek, 5 kwietnia 2018

PIERWSZE WRAŻENIA

19:01:00 0 Comments

Współczesna wersja Dumy i uprzedzenia: Liz zbliża się do czterdziestki. Jest dziennikarką i mieszka w Nowym Jorku, tak jak jej siostra Jane, instruktorka jogi. Kiedy u ich ojca lekarze podejrzewają poważną chorobę, kobiety wracają do rodzinnego domu w Cincinnati. Odkrywają, że ich posiadłość w stylu Tudorów, w której dorastały, popadła w ruinę, a rodzina w rozpacz.

Najmłodsze siostry Kitty i Lydia są zbyt zajęte treningami CrossFit i dietami Paleo, aby poszukać pracy. Mary, siostra średnia, właśnie zdobywa on-line swój trzeci tytuł magistra i ledwo wychodzi z pokoju, za wyjątkiem tych tajemniczych wtorkowych nocnych eskapad, o których nie chce opowiadać. Pani Bennet myśli tylko o jednym: jak wydać córki za mąż, a zwłaszcza Jane, której czterdzieste urodziny zbliżają się wielkimi krokami.

Wtedy pojawia się Chip Bingley, przystojny lekarz, który niedawno wystąpił w telewizyjnym reality show Kawaler do wzięcia. Podczas grilla z okazji Dnia Niepodległości Chip spotyka Jane, która zaczyna go bardzo interesować. Jego przyjaciel natomiast, neurochirurg Fitzwilliam Darcy nie wydaje się już tak czarujący, jak kolega. Szczególne obiekcje ma wobec niego Liz. Jednak pierwsze wrażenia mogą okazać się zwodnicze…


Nie czytałam "Dumy i uprzedzenia", więc z pewnością nie mogę porównać oryginału z tą nazwijmy to (nie ujmując) parodią. Jest to z pewnością powieść z gatunku tych obyczajowych, lekkich, wciągających. Strony przewracają się właściwie same, rozdziały czasem nie zajmują jednej strony, jest ich (rozdziałów) prawie dwieście, a książka to z wyglądu grubasek. Pięknie wydany grubasek, przyznaję.

Ta bohaterka, która z pozoru ma grać pierwsze skrzypce jest tak naprawdę dodatkiem. Główną rolę odgrywa Liz, jej siostra, z którą chciałoby się zaprzyjaźnić i poplotkować. Nie ma łatwego życia, od młodości tkwi w relacji, której nie można nazwać ani przyjaźnią ani związkiem. W ogóle każda z sióstr ma dziwne życie, jedna próbuje zajść w ciążę i znaleźć miłość, kolejne dwie mają wszystko ewidentnie tam, gdzie słońce nie dochodzi (ugh, jakie one były irytujące), a piąta siostra jest zapatrzona w swoje dziwne cele. Jeszcze gorzej jest z rodzicami. Książki powinny budzić emocje. Ta z pewnością budzi irytację. Matka w ogóle nie zdaje sobie sprawy z problemów, jest infantylna, czasem po prostu głupia, a ojciec twierdzi, że wszystko samo się ułoży. Nieważne, że ani jedna z jego pięciu córek nie ma planów na przyszłość, tylko jedna ma stałą pracę, a trzy mieszkają jeszcze w jego domu, choć mają prawie 20 i prawie 30 lat, a jego rezydencja jest nękana plagą pająków i niedługo pójdzie pod młotek.

Są też papierowe postacie typu Chipa, ale reszta wnosi do książki pewien akcent, który pozwala na spędzenie z lekturą miłego czasu. Wszystko oczywiście kończy się w stylu "i żyli długo i szczęśliwie", ale można to przełknąć.

Dla fanów obyczajówek to pewnie nie będzie nic nowego, ale dla tych, którzy po ten gatunek nie sięgają często, będzie to miłe oderwanie się od codzienności

niedziela, 1 kwietnia 2018

ŚLEPY ARCHEOLOG

15:11:00 2 Comments

Tom Mara jest błyskotliwym, pewnym siebie i odnoszącym spore sukcesy archeologiem, szefem wykopalisk na Krecie. I od lat jest niewidomy. Stracił wzrok jako osiemnastolatek podczas trzęsienia ziemi. Ma jednak doskonały słuch, węch i niezwykle wrażliwy dotyk. Wykształcił pamięć niemal absolutną – pamięta dokładnie każdy kamień, a na podstawie zapachu powietrza i kąta padania promieni słonecznych na twarz jest w stanie podać dokładną lokalizację.


I uważa, że ma rzeczywistość pod kontrolą.



Aż na terenie wykopalisk ktoś znajduje ciała polskich turystów. Chwilę później ginie pies asystentki, a Tom zaczyna dostawać esemesy z zagadkami – jeśli ich nie odgadnie, asystentka także zginie. Mara podejmuje niebezpieczną grę. Wie, że przeciwnik nie cofnie się przed niczym.



Gdy rzeczywistość zaczyna płatać figle, Tom gubi się w domysłach. Ktoś chce go wrobić w kradzieże? Postradał rozum i wszystko mu się wydaje? A może to część misternego planu, w którym stawką jest jego życie?


Wydaje mi się, że nigdy jeszcze nie czytałam książki o archeologu (a o ślepym to nawet nie śniłam), a  przecież to tak zbliżone do moich historycznych zainteresowań, że to aż niemożliwe. Nie czytałam też żadnej wcześniejszej książki Marty Guzowskiej i ogromnie tego żałuję!

Nie lubię powieści pisanych przez osoby, które na danym temacie w ogóle się nie znają. Irytuje mnie nawet to, gdy jakaś Polka umieszcza akcję swojej książki w UK, a nigdy tam nie była, ani nawet nic o tym miejscu nie czytała. Do pani Guzowskiej nie mogę się przyczepić. Wszystkie części związane z wykopaliskami są niezwykle profesjonalnie opisane i nie jest to jakiś nudny bełkot o skamielinach, ale znajdujemy naprawdę ciekawe informacje ze świata przeszłości. 

Ciekawie przedstawiono też świat z perspektywy osoby niewidomej, która kiedyś jednak cieszyła się wzrokiem. I co dziwne, świat, w którym teraz żyje nie jest dla niej koszmarem, ale prawdą, z którą musi się pogodzić. Mara cieszy się teraz z tego, że może podwinąć nogawki i poczuć na nogach chłodną wodę. To miła odmiana po tych wszystkich książkach, które przedstawiają wyłącznie negatywy ślepoty.

Co do zagadki, która jest tutaj przecież najważniejsza: wielowątkowa i tajemnicza. Na początku wydaje się być typową kryminalną sprawą: trup i dochodzenie, ale później dzieją się inne rzeczy. Może gdyby głównym bohaterem był zdrowy, zwyczajny mężczyzna, to  nie moglibyśmy aż tak zaplątać się w tej zagadce. W książce Guzowskiej mamy natomiast z tyłu głowy myśl: czy to wszystko dzieje się naprawdę? A może to Mara dręczony jest przez swoje dysfunkcje?

Koniecznie przekonajcie się sami.