Follow Us @soratemplates

sobota, 6 stycznia 2018

WRAP UP - GRUDIEŃ

13:40:00 2 Comments
Nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio dodawałam tutaj post z serii Wrap up lub Book haul. Planuję jednak powrót do tych zapychaczy, które są dobrą metodą na śledzenie własnych postępów i organizację książkowych planerów.


  1. Poezje - Johan Wolfgang Goethe zbiór dzieł tego niemieckiego artysty, które mnie nie przekonały i raczej nie sięgnę już po jego pióro w dziedzinie poezji
  2. Kordian - Juliusz Słowacki - przeczytana w ramach lektury, w odwiecznym sporze Słowacki-Mickiewicz jestem jednak po stronie narodowego wieszcza 
  3. Miasto cieni - Ransom Riggs - druga część trylogii "Osobliwy dom pani Peregrine", która ma mocniejsze i słabsze momenty. Z pewnością ją skończę, ale nie zaliczę do ulubionych.
  4. Harry Potter i Komnata Tajemnic - wiele czasu musiało minąć, ale w końcu postanowiłam zaliczyć tę klasykę, a czytanie tych nowych, ilustrowanych wydań to czysta przyjemność
  5. Adaś Mickiewicz. Łobuz i Mistrz* - Jakub Skworz - po kilku miesiącach przerabiania "Dziadów", "Sonetów krymskich" i całej reszty miałam dość Mickiewicza, ale ta książka znów mnie do niego przekonała i pozwoliła zrozumieć inne jego dzieła
  6. Latarnik - Henryk Sienkiewicz - pierwsze dzieło przeczytane na czytniku, ponieważ ominęła mnie ta lektura, a bardzo chciałam ją poznać
  7. Hamlet - William Shakespeare - w 2018 planuję wykonać swoje własne wyzwanie czytelnicze, w którym postawiłam na klasykę i znane dzieła, z którymi nie było mi po drodze. "Hamlet" zalicza się do tej pierwszej grupy.
  8. Ania ze Złotego Brzegu - Lucy Maud Montgomery - serię o przygodach Ani czytam od dawna, a teraz zostały mi tylko dwie części, więc i cieszę się i ubolewam nad zbliżającym się końcem
*podlinkowana recenzja

Ile udało wam się przeczytać w grudniu? Jesteście zadowoleni czy liczyliście na więcej? Jakie macie plany na następny miesiąc?

niedziela, 31 grudnia 2017

CZY UDAŁO MI SIĘ DOKOŃCZYĆ SERIE Z 2016?

10:43:00 4 Comments
W wakacje ubiegłego roku dodałam post, w którym przedstawiłam serie, które planuję kontynuować, a także te, które już skończyłam. Dzisiaj zajmę się tymi, które faktycznie umieściłam na swojej liście TBR i nie poległam.

 

Trylogię Freya dokończyłam i zawiodłam się na finale. Dalej polecam pierwsze dwa tomy, ale trzeci był dla mnie kompletnym zawodem. Więcej pisałam w TEJ recenzji. 


Tutaj trochę się posunęłam. Doczytałam czwarty i piąty tom, dzięki czemu muszę przeczytać tylko "Miasto niebiańskiego ognia". Ta książka z pewnością trafi na stosik TBR w 2018 roku, ponieważ uwielbiam serię Darów Anioła.


Serię Andrews skończyłam dość dawno i polecam tylko pierwszy i ostatni tom. Wydaje mi się, że o tych środkowych wspominałam na Instagramie w starszych postach. Jakiś czas temu ukazała się szósta część tej rodzinnej sagi, ale napisana już po śmierci pierwotnej autorki. Dla mnie ta seria skończyła się na "Ogrodzie cieni".


Zakończyłam też czytanie "Kronik Podziemia", które serdecznie polecam zarówno dzieciom jak i dorosłym. Więcej moich zachwytów o kolejnych częściach: 1   2    3   4   5



A teraz trylogia Agnieszki Pruskiej o nadkomisarzu Barnabie Uszkier. Po czasie mogę podsumować ją słowami: im dalej w las, tym ciemniej (jakoś tak to szło) i odesłać was do wcześniejszych recenzji.  1    2    3


Po pierwszym tomie nie byłam pewna tego, czy będę kontynuować, ale przemogłam się, przeczytałam "Grimm City. Bestie!" i się zauroczyłam.  1     2


Jeszcze nie przeczytałam trzeciej części, ale śmiało mogę napisać, że to najzabawniejsze książki, jakie trzymałam w ręku. Polecam wszystkim, którzy podczas lektury lubią płakać ze śmiechu. 1    2 


Kolejna seria, której nie chciałam kończyć, ale te okładki są tak kuszące, że muszę mieć je na swojej półce. Drugi tom był o niebo lepszy i nabrałam ochoty na trzeci. Pozostaje nam wierzyć, że pan Łukawski dość szybko poradzi sobie z tworzeniem trzeciego. 1   2


Dwa lata temu wypożyczyłam te książki z biblioteki (nie bijcie!) i dopiero wczoraj skończyłam "Anię ze Złotego Brzegu". Chciałabym szybko doczytać jej dalsze przygody, ale boję się zakończenia przygody z tą serią.


Seria, do której wróciłam po długim czasie, ponieważ pierwszy tom do połowy wydawał mi się cudowny, a później mnie zawiódł. Odwrotnie było z drugim, ale planuję zabrać się za trzeci.


Debiut wydawnictwa Lira. Przeczytałam dwie części i czekam na trzecią, by dowiedzieć się, co jeszcze wymyśli zwariowana Lukrecja.  1    2



Wmusiłam koleżance do przeczytania, a sama nie zabrałam się jeszcze za trzeci tom. Chcę go jednak przeczytać, by zakończyć przygodę z tymi... nietuzinkowymi bohaterami.  1   2


A na koniec największe zaskoczenie zarówno dla mnie jak i dla was. Nie chciałam czytać Harrego Pottera, ale zabrałam się za pierwszy tom i stwierdziłam, że nie ma co kontynuować. Przekonało mnie jednak ilustrowane wydanie, w którym pochłonęłam drugą część.

A jak jest u was? Musicie zakończyć rozpoczętą serię, czy nie zmuszacie się do kontynuowania? Macie jakieś ulubione trylogie, sagi, etc.?

środa, 27 grudnia 2017

CZAS NA SERIAL: WSTĘP, APLIKACJA TV SERIES

18:46:00 4 Comments
Cześć! 
Ostatnio nie mam czasu na pisanie i książek, o których miałabym pisać, ponieważ zajmuję się nadrabianiem lektur i powieści, które zaczęłam już dawno, ale nie było mi z nimi po drodze. Częściej niż po książkę sięgam po serial. Między innymi dlatego postanowiłam raz w miesiącu dodawać mój serialowy update. 

Do śledzenia postępów używam aplikacji TV Time. Można ją pobrać za darmo, jeśli używacie telefonu z systemem Android (jeśli chodzi o system IOS lub Microsoft, nie wiem).  Możemy w niej odhaczać kolejne obejrzane odcinki, tworzyć listy seriali do obejrzenia, etc. lub z innymi użytkownikami dzielić się opiniami o danym epizodzie, wymieniać memami lub nagraniami. Mamy też gwarancję braku spojlerów, ponieważ widzimy informacje tylko o tych odcinkach, które już są za nami. Mnie szukajcie pod nazwą Agata Nalborska (pani_lecter).

Przechodząc do meritum, w ostatnim czasie rozpoczęłam sześć seriali, dwa do tej pory zakończyłam.


Narcos opowiada o życiu i śmierci narkotykowego króla, Pabla Escobara. Mimo tego, że bohater umiera w ostatnim odcinku drugiego sezonu (nie jest to spojler, ponieważ serial oparty jest na faktach i każda osoba, która wie coś o Escobarze, domyśli się też, kiedy nastąpi moment śmierci), to powstał sezon trzeci, który kończę, a w planach jest czwarty.

Confess zaczęłam dzisiaj z polecenia Kasi z bloga Zakątek Fangirl i mam nadzieję zakończyć je podczas przerwy świątecznej, ponieważ jest to tylko siedem odcinków po 25 minut.

The Good Doctor zobaczyłam w telewizji i stwierdziłam, że poświęcę na niego czwartkowe wieczory. Wydaje mi się, że nie skończy się na jednym sezonie, ale nie przeszkadza mi to w żadnej mierze. :)

Pana Mercedesa znam z książek Kinga, a to, jak powieści zostały przedstawione w serialu, to mistrzostwo! Świetnie wykreowani bohaterzy, nic tylko oglądać.

Od Black Mirror rozpoczęłam swoją serialową przygodę, a teraz czekam na czwarty sezon. Każdy zawiera kilka minifilmów na pierwszy rzut oka zupełnie innych, ale mających identyczne podłoże: przyszłość, która raczej nie będzie dla ludzi przyjazna.

13 reasons why oglądałam z moim chłopakiem i choć wynudziliśmy się jak mopsy na początku, to ostatni odcinek pozostawił nas w osłupieniu. Teraz żałujemy, że ma ukazać się drugi sezon, ponieważ końcówka pierwszego była mistrzowska i szkoda to zepsuć.

Znacie seriale, które wymieniłam? Może chcecie mi jakieś polecić? Podoba wam się pomysł na taką serię? Piszcie w komentarzach! 


poniedziałek, 18 grudnia 2017

ADAŚ MICKIEWICZ. ŁOBUZ I MISTRZ

17:36:00 1 Comments

Czy to możliwie, że wielki pisarz Adam Mickiewicz był kiedyś małym łobuzem? Poznajcie go i przekonajcie się sami!


W domu dziadków są drzwi, których nie wolno otwierać. Czy to powstrzyma Olę i Eryka przed zaglądaniem do tajemniczego gabinetu? Na szczęście nie, bo w środku znajdą rzeczy ciekawsze od najbardziej wymyślnych gier i zabawek – regały pełne wciągających książek.



To nie puste słowa – książki dziadka wciągają człowieka na poważnie, od stóp do głów: wprost na mroźną Syberię, do pięknego Wilna lub zatłoczonej Moskwy. Dziadek oprowadza wnuki śladami Adama Mickiewicza, dzięki czemu mogą razem z pisarzem ugasić pożar Nowogródka, założyć tajne stowarzyszenie i ruszyć do powstania listopadowego, a nawet dopilnować wydania Pana Tadeusza. Czytelnik prowadzony przez piękne ilustracje podąża krok w krok za nimi.



Adaś Mickiewicz – Łobuz i mistrz to pierwsza z cyklu Wciągających książek o wielkich Polakach, czyli powieści opartych na faktach, które w fascynujący sposób przedstawiają losy najważniejszych postaci w historii Polski. Nie ma przecież lepszego sposobu na poznanie drugiego człowieka niż spotkanie w cztery oczy.

Przez cały październik męczyłam z klasą "Dziady" Adama Mickiewicza. Zakładam, że większość moich znajomych uważa teraz wieszcza za sadystę i marzy wieczorami o torturach, którym mogliby go poddać. Może dlatego bardzo żałuję, że pewnie nikt z tego grona nie przeczyta książki Jakuba Skworza. 

Oczywiście, książka jest przeznaczona dla dzieci. Wątki historyczne zostają wplecione w przygody rodzeństwa i ich dziadka, a realne zdarzenia mieszają się z fantastycznymi wydarzeniami. Choć nie wiem czy można je tak nazwać, bo przecież książki faktycznie wciągają. Mamy tutaj mnóstwo ilustracji i ozdób, które przyciągną dzieciaki. Uważam jednak, że po tę lekturę powinni sięgnąć przede wszystkim dorośli! Część humanistów wie, że Mickiewicz spóźnił się na własny ślub, a w dzieciństwie wypadł przez okno i o mało nie skonał, ale to bardzo mały odsetek społeczeństwa. Naprawdę warto sięgnąć po tę lekturę. Nieważne czy ma się lat pięć (wtedy potrzebne jest wsparcie rodziców), piętnaście czy pięćdziesiąt.

Cała historia jest niezwykle ciekawa. Przygody gonią jedna za drugą i ciężko za nią nadążyć. Nie tylko łatwo czyta się tę książkę, ale równie łatwo przyswaja się zawarte w niej informacje często okraszone zabawnymi komentarzami. Oczywiście zdarzają się też przygnębiające momenty, ponieważ życie Mickiewicza nie było usłane wyłącznie różami (choć oczywiście troszkę ich jednak było).

Skworz pięknie mówi też o czytelnictwie, czego bardzo potrzeba w obecnych czasach. Książki, które wciągają (dosłownie) czytelnika, a także życie, które wypełnione literaturą, goreje w nas bardzo długo i namiętnie.

Mam ogromną nadzieję, że Jakub Skworz nie poprzestanie na tej jednej książce i będziemy mogli głębiej poznać losy innych wielkich Polaków. Wtedy z pewnością zainwestuję w te przeurocze wydania i odczekam kilka lat, by móc zacząć czytać je swoim dzieciom i cieszyć się tym, że zabawa naprawdę uczy.

środa, 13 grudnia 2017

ZWIERCIADŁO PIEKIEŁ

20:03:00 0 Comments

Jeden z najbardziej popularnych horrorów Grahama Mastertona w nowym wydaniu!
Mieszkający w Hollywood scenarzysta Martin Williams jest doszczętnie spłukany. Kiedy jednak natrafia na lustro, wiszące niegdyś w domu małoletniego gwiazdora z lat trzydziestych, z radością wydaje na nie ostatni grosz. Tragiczna historia małego Boofulsa, utalentowanego młodego aktora, którego zaszlachtowała i porąbała na kawałki jego własna babcia, stanowi od dawna obsesję Martina.
Niebawem odkrywa on, że wymarzony zakup jest w rzeczywistości zmaterializowaniem koszmaru. Lustro nie tylko wisiało w domu Boofulsa, ale również było świadkiem śmierci tego jasnowłosego aniołka. W efekcie otworzył się w nim przerażający portal, prowadzący do równoległego świata piekieł. Gdy więc ginie wnuk gospodarza Martina, szybko staje się jasne, że tajemniczy portal ma z tym coś wspólnego. Jednak skoro mały chłopczyk mógł przeniknąć do wnętrza zwierciadła, co w takim razie może się z niego wydostać?

Graham Masterton przyzwyczaił mnie do krwawych horrorów o potworach wychodzących z zaułków ("Dziecko ciemności") i do powieści, które stoją tylko półkę niżej od poradników seksualnych ("Głód"), ale też do pełnych emocji wątków obyczajowych ("Upadłe anioły").
Tym razem dostajemy coś zupełnie innego. W "Zwierciadle piekieł" Masterton gra bardziej kingowo. Atmosfera jest szara, ale nie czarna, pojawia się akcja, ale jest częściowo maskowana zwyczajnym życiem. Krew i wnętrzności zastąpione zostają przedmiotami, które na co dzień nas nie przerażają. Chodzi mi oczywiście o tytułowe lustro.
Książka Mastertona, choć wydana w 1988 roku, wydaje się być niezwykle adekwatna, jeśli chodzi o współczesność. Indianie wierzą, że zrobienie zdjęcia człowiekowi, zabiera mu duszę. Graham wysnuwa taką tezę w kierunku lustra i nie sposób nie zgodzić się z tą metaforą. Przeglądamy się każdego dnia i zostawiamy w tafli potężną część duszy. Dostrzegamy swoje wady i staramy się je zakryć. Kobiety nakładają makijaż, a mężczyźni dbają o kształt zarostu. Zatracamy swoje wewnętrzne ja, by oddać się wartościom mniej ważnym. Zewnętrznym wyglądem i tym jak ocenią nas oczy innych.
"Zwierciadło piekieł" to jedna z lepszych książek Mastertona. Ostatnio dużo w moich życiu luster, bo oczekuję na czwarty sezon "Black mirror" i próbuję przebrnąć przez przygody Alicji w wersji anglojęzycznej, a teraz jeszcze powieść Grahama. Obawiam się, że będę miała problem z przejrzeniem się rankiem. Oby nic nie porwało mnie do wnętrza lustra. Choć może lepsze to od opuszczenia lustra przez kogoś innego...

Jeden z najbardziej popularnych horrorów Grahama Mastertona w nowym wydaniu!
Mieszkający w Hollywood scenarzysta Martin Williams jest doszczętnie spłukany. Kiedy jednak natrafia na lustro, wiszące niegdyś w domu małoletniego gwiazdora z lat trzydziestych, z radością wydaje na nie ostatni grosz. Tragiczna historia małego Boofulsa, utalentowanego młodego aktora, którego zaszlachtowała i porąbała na kawałki jego własna babcia, stanowi od dawna obsesję Martina.
Niebawem odkrywa on, że wymarzony zakup jest w rzeczywistości zmaterializowaniem koszmaru. Lustro nie tylko wisiało w domu Boofulsa, ale również było świadkiem śmierci tego jasnowłosego aniołka. W efekcie otworzył się w nim przerażający portal, prowadzący do równoległego świata piekieł. Gdy więc ginie wnuk gospodarza Martina, szybko staje się jasne, że tajemniczy portal ma z tym coś wspólnego. Jednak skoro mały chłopczyk mógł przeniknąć do wnętrza zwierciadła, co w takim razie może się z niego wydostać?

Jeden z najbardziej popularnych horrorów Grahama Mastertona w nowym wydaniu!
Mieszkający w Hollywood scenarzysta Martin Williams jest doszczętnie spłukany. Kiedy jednak natrafia na lustro, wiszące niegdyś w domu małoletniego gwiazdora z lat trzydziestych, z radością wydaje na nie ostatni grosz. Tragiczna historia małego Boofulsa, utalentowanego młodego aktora, którego zaszlachtowała i porąbała na kawałki jego własna babcia, stanowi od dawna obsesję Martina.
Niebawem odkrywa on, że wymarzony zakup jest w rzeczywistości zmaterializowaniem koszmaru. Lustro nie tylko wisiało w domu Boofulsa, ale również było świadkiem śmierci tego jasnowłosego aniołka. W efekcie otworzył się w nim przerażający portal, prowadzący do równoległego świata piekieł. Gdy więc ginie wnuk gospodarza Martina, szybko staje się jasne, że tajemniczy portal ma z tym coś wspólnego. Jednak skoro mały chłopczyk mógł przeniknąć do wnętrza zwierciadła, co w takim razie może się z niego wydostać?

Jeden z najbardziej popularnych horrorów Grahama Mastertona w nowym wydaniu!
Mieszkający w Hollywood scenarzysta Martin Williams jest doszczętnie spłukany. Kiedy jednak natrafia na lustro, wiszące niegdyś w domu małoletniego gwiazdora z lat trzydziestych, z radością wydaje na nie ostatni grosz. Tragiczna historia małego Boofulsa, utalentowanego młodego aktora, którego zaszlachtowała i porąbała na kawałki jego własna babcia, stanowi od dawna obsesję Martina.
Niebawem odkrywa on, że wymarzony zakup jest w rzeczywistości zmaterializowaniem koszmaru. Lustro nie tylko wisiało w domu Boofulsa, ale również było świadkiem śmierci tego jasnowłosego aniołka. W efekcie otworzył się w nim przerażający portal, prowadzący do równoległego świata piekieł. Gdy więc ginie wnuk gospodarza Martina, szybko staje się jasne, że tajemniczy portal ma z tym coś wspólnego. Jednak skoro mały chłopczyk mógł przeniknąć do wnętrza zwierciadła, co w takim razie może się z niego wydostać?

sobota, 9 grudnia 2017

KSIĄŻECZKI HERVE TULLETA

21:49:00 2 Comments

Hervé Tullet to francuski grafik i ilustrator urodzony w 1958 roku w Normandii. Pracował jako dyrektor artystyczny, ilustrator prasowy, a w 1994 roku wydał swoją pierwszą książkę dla dzieci. To właśnie dzięki interaktywnym, kolorowym i pobudzającym do działania i zabawy książeczkom dla dzieci stał się znany na całym świecie. Jego prace zostały przetłumaczone na wiele języków i wydane w kilkudziesięciu krajach całego świata. Za swoją pracę artystyczną był wielokrotnie nagradzany.

Kiedy zobaczyłam liczbę książek wydanych przez Tulleta, a jest ich kilkadziesiąt, byłam przekonana, że to niemożliwe, by każda opowiadała inną historię. A jednak.

Liczba pomysłów Tulleta jest przeogromna. Mamy książeczki beztreściowe (te najbardziej mnie zafascynowały). Składają się z pociętych stron pełnych wzorów i kolorów. Później te strony można mieszać i tworzyć mozaikę faktur. Szczególnie jeśli chodzi o "Grę luster", byłam bardziej zafascynowana od dzieci. W tej książce można się nawet przejrzeć! Czasem musimy się wysilić. Pomysł z paluszkiem jest przezabawny. Oczywiście powstały też edukacyjne książeczki. Dzieci uczą się dzięki nim kolorów, podstawowych słów i wyrażeń. 

Warto zwrócić uwagę na wykonanie. Wytrzymała tektura pozwala na długie korzystanie z tej formy zabawek, można je przechowywać dla następnych pociech lub oddawać znajomym. Materiał nie jest matowy, więc ewentualne zabrudzenia można usunąć. Książeczki są bezpieczne, otwory zostały dobrze zabezpieczone, ciężko zrobić sobie nimi krzywdę.

Wszystkim rozsądnym rodzicom polecam książeczki Tulleta. To wspaniała zabawa dla małych, ale też troszkę większych. 


piątek, 1 grudnia 2017

DZIADEK DO ORZECHÓW

16:41:00 0 Comments
Jest Wigilia. Siedmioletnia Klara i jej braciszek Fred czekają na świąteczne prezenty. Jak zawsze najwspanialszy dostaną od sędziego Droselmajera, zegarmistrza i wynalazcy, ich chrzestnego ojca; w tym roku jest to wspaniały zamek z poruszającymi się figurkami. Jednak dzieci wolą inne zabawki od mechanicznych cudów skonstruowanych przez sędziego, którymi nie można się tak po prostu bawić: Klara dostaje nowe lalki i śliczną sukienkę, Fred pułk ołowianych huzarów oraz konia na biegunach. Pod choinką jest jeszcze jeden prezent – dziadek do orzechów, w postaci małego człowieczka o dużej głowie i cienkich, krótkich nóżkach; włożenie do jego ust orzecha i pociągnięcie za drewniany płaszczyk powoduje rozłupanie skorupki. Figurka, mimo że brzydka, bardzo przypada do serca Klarze, jej więc zostaje oddana pod opiekę…
Książka, utrzymana w fantastycznej konwencji, opowiada o przygodach małej Klary w świecie, w którym zabawki ożywają, a księciem ich królestwa zostaje tytułowy Dziadek do Orzechów.

Tę świąteczną opowieść pamiętam z dzieciństwa pod postacią filmu animowanego, który w mojej pamięci wygląda fabularnie trochę inaczej niż książka, co nie odbiera geniuszu ani jednemu, ani drugiemu.
Mam sporo książek, które powinnam poznać w dzieciństwie, ale z różnych przyczyn nie zapoznano mnie z  nimi. Podobnie było z "Opowieścią wigilijną", którą namiętnie oglądałam w wieku dziesięciu lat, ale przeczytałam dopiero w październiku. "Dziadek do orzechów" do tej kategorii należał i niezmiernie ucieszyłam się, gdy mogłam go dorwać w swoje ręce.
Wydawnictwo MG jak żadne inne wydaje klasyki w cudownej oprawie. Tutaj mamy twardą okładkę z sweterkową fakturą i przeuroczą wklejkę. Magiczna opowieść wzbogacona jest o naprawdę wiele świetnych rysunków, a rozdziały oddzielone od siebie pewnym schematem stron. Ciężko się jej oprzeć. To może być wspaniały prezent świąteczny dla dziecka, który zainteresuje i posłuży przez wiele lat.
Samo wnętrze jest inne niż zapamiętałam, ale i tak wyjątkowo ujmujące. Historia porywa i można ją przeczytać (tak jak ja) na raz, ale zostaje po tym smutek, ponieważ taką opowieścią powinniśmy się powoli delektować.
Wspaniała, klasyczna literatura, która wprowadzi w klimat Świąt Bożego Narodzenia i pozwoli chociaż przez chwilę poczuć się jak dziecko, którym każdy z nas kiedyś był.