Follow Us @soratemplates

poniedziałek, 18 lutego 2019

WYZNANIA PRZEDSIĘBIORCY POGRZEBOWEGO

15:06:00 2 Comments



Spotykam was, gdy już nie żyjecie. Znam zakończenie wszystkich historii, łącznie z moją własną.

Lubię mówić, że jestem przedsiębiorcą pogrzebowym z rodowodem: w moich żyłach, lekko licząc, płynie krew dziewięciu pokoleń przedstawicieli tego fachu.

Jako dziecko bawiłem się w chowanego wśród trumien i nieboszczyków. „Caleb, nie huśtaj się na krześle. Pochowałem dzieciaka w twoim wieku, który w taki sposób przewrócił się i skręcił kark” – słyszałem od dziadka.

Gdy dorosłem, chciałem odejść z rodzinnego biznesu tak daleko, jak się tylko dało. Pragnąłem zmieniać świat, a jak miałbym to robić, skoro wszyscy ludzie, z którymi pracowałem, byli… martwi?
Wiem jednak, że boicie się śmierci. Wolicie udawać, że jej nie ma. Chcecie, by wychodziła tylnymi drzwiami. Powierzacie ją specjalistom. A zatem jestem. Opowiem wam, jak to będzie wyglądać krok po kroku. O balsamowaniu, ubieraniu do trumny, czuwaniu przy zwłokach. O ostatniej drodze, w którą bez wątpienia zabiorę każdego z was.

Ale dziś zapraszam was do domu pogrzebowego. Poznajcie jego tajniki i dowiedzcie się, jak praca ze śmiercią uratowała mi życie.

Podobno recenzję powinno się zacząć od pozytywów, więc muszę wam powiedzieć, że ta książka jest cudownie wydana. Twarda oprawa to jeszcze nic, bo w środku każdy rozdział oddzielony jest od innych kartką z wizerunkiem, który przypomina trumnę  z małym samochodzikiem pogrzebowym. Może nie jest to coś, co kojarzy się z urokiem, ale z pewnością pasuje do tej książki i nadaje jej charakteru.

I niestety, to tyle, jeśli chodzi o zachwyty. Moja opinia jest bardzo subiektywna, a  książka z pewnością spodoba się tym czytelnikom, którzy lubią czytać filozoficzne wywody na temat umierania, nieba/piekła i szeroko pojętej moralności. Zachwyceni też będą fani bloga Wilde'a, ponieważ ta książka jest w dużej mierze autobiografią (dowiadujemy się o tym, że Caleb chciał być kiedyś misjonarzem, a także o jego problemach z bezpłodnością). 
\
Ale czy tego się spodziewałam? Zdecydowanie nie. Czuję się nawet trochę oszukana, bo sam opis mówi "Opowiem wam, jak to będzie wyglądać krok po kroku. O balsamowaniu, ubieraniu do trumny, czuwaniu przy zwłokach", a tak naprawdę jest o tym tylko kilkanaście zdań. Liczyłam na gorszącą, ale taż fascynującą książkę o tym, jak wygląda proces balsamowania, kremowania, przygotowywania nieboszczyka na ostatnią drogę, a dostałam autobiografię pełną pytań powiązanych z wiarą i przesądami. 

Ja jestem zawiedziona i bardzo się cieszyłam, gdy zakończyłam czytanie tej lektury, ponieważ była dla mnie niezwykle nużąca i właściwie wszystkie rozdziały traktowały o tym samym. Nie polecam jej tym, którzy chcą dowiedzieć się czegoś o zawodzie przedsiębiorcy pogrzebowego. 

sobota, 2 lutego 2019

LENINGRAD. DZIENNIKI Z OBLĘŻONEGO MIASTA

16:00:00 3 Comments

900 dni piekła

Wrzesień 1941 roku. Wehrmacht staje u bram Leningradu. Odcięte od świata miasto czeka 29 miesięcy walki o przetrwanie. Przegra ją prawie milion cywilnych mieszkańców.
„Moje ręce i nogi ledwie słuchają poleceń mózgu. (…) Z powodu zimna już po przejściu krótkiego odcinka kończyny odmawiają posłuszeństwa.”Aleksandra Lubowskaja„(…) nic nikogo nie rusza. Kiedy któraś powiada, że jej mąż umiera, a dzieci leżą opuchnięte, inna odpowiada na to, że jej maż już zmarł, tak jak dwoje z trojga jej dzieci.”Esfir Lewina
Alexis Peri sięga po 125 nieopublikowanych dzienników napisanych przez ludzi uwięzionych w mieście. Pozwala nam spojrzeć na tę tragedię oczami cierpiących obywateli. W tym strasznym czasie dla wielu z nich pisanie pamiętników staje się narzędziem przetrwania, namacalnym przypomnieniem ich człowieczeństwa. Autorka odzyskuje utracone opowieści, rzucając światło na jeden z najciemniejszych epizodów II wojny światowej.


Można powiedzieć, że historia Leningradu, to historia, którą powinien poznać każdy. Ciężko jednak powiedzieć, że książka Peri, to książka, którą każdy powinien przeczytać. Nie wszyscy ją zrozumieją. Duża część czytelników pewnie stwierdzi, że jest za gruba, za długa, nużąca i w pewnych momentach okropna. Są to ludzie, którzy wierzą, że wydarzenia opisane w tej książce nie mogą być prawdziwe. Są pewnie wyolbrzymione. Uważają też, że coś takiego nie może się już powtórzyć. Z pewnością znajdą się takie osoby.

Ja uważam, że ta książka jest mocna. Trochę jak policzek dla wszystkich, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, że my 1001 ofiar zawsze zaokrąglamy do 1000. Dla tych, którzy widzą wojnę jako daty, bitwy przypasowane do odpowiednich miast i dowódców. Alexis Peri mówi: Nie. Wojna tu ludzie. To nie milion, ale milion i ci, których "zaokrągliliśmy".

To książka niesamowita, wstrząsająca i łamiąca serce. Nie można czytać jej obojętnie, a dzięki zdjęciom: nie można nie myśleć o tym, że to prawdziwi ludzie. To żywe istoty, które leżą na ulicach i zamarzają. Ten wóz nie jest zapełniony workami z ziemniakami. Ten wóz zapełniony jest workami z ludźmi. Ci ludzie nie mieli pogrzebu z księdzem, kwiatami i stypy na dwieście osób. Ci ludzie umierali i nikt o nich nie pamiętał.

Dlatego przeczytajcie tę książkę i pamiętajcie. Miejmy też nadzieję, że to nie jest ostatnia książka Peri, ponieważ w tych czasach potrzeba nam takich książek. 

JEDNOSTKA

15:39:00 0 Comments

Bezdzietni nie są przydatni w starzejącym się społeczeństwie. W pewnym wieku stają się zbędni. Kiedy ten moment dla nich nastaje, trafiają do specjalnych ośrodków zwanych Jednostkami. W Jednostce bezdzietny staje się użyteczny: bierze udział w badaniach naukowych, służy testom medycznym. Stopniowo oddaje swoje organy osobom, które społeczeństwu są bardziej potrzebne. W zamian za to dożywa swoich dni w luksusowych warunkach. Znakomite jedzenie, świetna opieka, bogata oferta sportowa i kulturalna. A do tego można realizować swoje pasje, poszerzać zainteresowania i bezpłatnie korzystać ze wszystkich dóbr aż do dnia ostatecznej donacji. Czyż to nie znakomity układ dla bezdzietnych, którzy przecież są zbędni?

Gdy Dorrit przybywa do Jednostki, jest pogodzona ze swoim losem. Nie udało jej się założyć rodziny ani urodzić dzieci, straciła ukochanego psa i swój mały dom. Jej mężczyzna coś do niej czuł, ale postanowił, że nie będzie jej ratował. Pod koniec życia kobieta pragnie tylko odrobiny spokoju. Nic więcej jej nie zostało. Sytuacja zmienia się jednak, gdy niespodziewanie dla siebie Dorrit się zakochuje. Coś w niej ożywa. Chce dla siebie szczęścia. Postanawia więc dokonać zaskakującego wyboru...

To powieść o niedalekiej, pełnej okrucieństwa przyszłości. Wizja cywilizacji, w której każdy ma odegrać narzuconą sobie rolę aż do końca, wydaje się niepokojąco realistyczna. Jednostka to jedna z najbardziej przerażających powieści dystopijnych ostatnich lat. Czytając tę książkę, nie można oprzeć się wrażeniu, że opisane w niej rozwiązania ustrojowe wzięły swój początek ze współczesnych regulacji prawnych. Sprawia to, że niepokój i groza towarzyszą czytelnikom tej opowieści i rosną z każdą kolejną przeczytaną stroną.

A gdy władza uzna, że już się nie przydasz...

Książkę Ninni Holmqvist mogę podzielić na dwie części. Pierwsza to wspaniały pomysł, który przyprawia o ciarki, a druga, to coś w stylu młodzieżowego romansu.

Zaczyna się obiecująco, ponieważ poznajemy społeczeństwo bardzo podobne do naszego. Ludzie żyją po to,  by mieć i dobrze wychowywać dzieci, które będą w przyszłości prawnikami, lekarzami i noblistami. Co z tymi, którzy nie chcą lub nie mogą się podporządkować? Oni też mogą być pożyteczni. Odgrywają rolę żywego sklepu z organami. Masz raka nerki, ale wiesz, że po jej usunięciu będziesz mniej sprawny? Nie obawiaj się! Zawsze możesz ją otrzymać od kogoś, kto nie był przydatny dla społeczeństwa.

Ta wizja przeraża głównie dlatego, że kiedyś może być prawdziwa. Gratuluję autorce pomysłu i odwagi, by taką książkę napisać. Gorzej jest z dalszą częścią.

Główna bohaterka jest właściwie pogodzona ze swoim losem, ale wszystko zmienia się, gdy dociera już do stworzonego dla niej "raju". Czy jej życie jest na tyle bezsensowne, że może pozwolić na zniewolenie? I czy jest coś bardziej niszczącego niż miłość? To właśnie miłość sprawia, że ta świetna powieść fantastyczna zmienia się w ckliwą obyczajówkę z nutką romansu. W ogóle nie pasuje mi ona do tego, co na początku próbowała przedstawić Holmqvist.

Jeśli chcecie czytać tę książkę, to może tylko do połowy? Pomysł z pewnością was zafascynuje, ale czy warto dla niego czytać resztę? Raczej nie. 

SPRAWA DLA KORONERA

15:18:00 0 Comments

Każda śmierć ma swoją historię. Nikt nie wie o tym lepiej od koronera.

Jak z przyborów toaletowych zrobić narzędzie zbrodni?
Po czym rozpoznać, że przyczyną śmierci było uduszenie? 
Czy samobójstwo może być zaraźliwe? 

Słyszymy o nim w każdym serialu kryminalnym. Jego praca jest najważniejsza na miejscu zbrodni. Każdego dnia staje oko w oko ze śmiercią, żeby znaleźć odpowiedzi dla żywych. Co było przyczyną zgonu? Jak do niego doszło? Kto jest winny?

W tej książce znajdziecie najciekawsze przypadki w karierze Kena Holmesa – koronera z Kalifornii. Razem z nim przyjrzymy się morderstwu, w które zamieszany był Tupac Shakur, zajrzymy do celi śmierci w więzieniu San Quentin i spróbujemy dowiedzieć się, kto był właścicielem stopy w bucie wyrzuconej przez morze na plażę.

„Sprawa dla koronera” to możliwość spojrzenia na pracę człowieka, którego codziennością jest odkrywanie tajemnic śmierci.

Lektura obowiązkowa dla fanów „Profilu mordercy” i „Trupiej Farmy”

Wydawnictwo Znak jest ostatnio kopalnią lektur dla tych, którzy uwielbiają niepokojące książki popularnonaukowe. To właściwie jedyne wydawnictwo, w którym w każdym miesiącu mogę znaleźć coś dla siebie. Tym razem była to "Sprawa dla koronera". 

Każdy z nas zastanawiał się kiedyś... jak to jest? Mówimy z obrzydzeniem, że nie moglibyśmy wykonywać takiej pracy... Ale jednak fascynują nas zagadki śmierci i seryjni mordercy. Obie te rzeczy znajdziemy w książce Batesona. Podczas lektury zastanawiałam się czasem: jak można tak spokojnie mówić o takich rzeczach? Jakim człowiekiem trzeba być? 

Z pewnością bardzo inteligentnym. Tytułowy koroner wysnuwa często fakty, na które nigdy bym nie wpadła i robi to tylko wnioskując z porzuconych przedmiotów i śladów. Jeśli planujecie czytać tę książkę, to na osobności, ponieważ możecie głupio wyglądać z otwartymi ustami!

Wcześniej czytałam podobną książkę, "Niewyjaśnione okoliczności". Fascynowała mnie, ale momentami była niezrozumiała, nudnawa, a autor operował takim językiem, że bolała mnie głowa. W "Sprawie dla koronera" tego nie ma. Wszystko jest zrozumiałe i aż zmusza czytelnika do zaangażowania i dalszej lektury. Poznajemy wiele spraw, a nawet morderców i ich punkt widzenia. Dostajemy też wskazówki gdybyśmy... no wiecie...

Nie polecam tej książki. Ja ZMUSZAM do jej przeczytania, bo to kilka godzin niesamowitej lektury!

NIE JESTEM POTWOREM

15:06:00 0 Comments

Jeśli jest coś gorszego od najgorszego koszmaru, to koszmar o dziecku, które znika bez śladu. W centrum handlowym pod Madrytem znika czteroletni chłopiec, Kike. Media natychmiast wiążą ten przypadek z zaginięciem w tym samym miejscu czteroletniego Nicolasa dwa lata wcześniej. Chłopca ani porywacza nigdy nie znaleziono. W madryckiej policji śledztwo prowadziła nadinspektor Ana Arén. Sprawa Kike trafia również do niej. W mediach liderem informacyjnym zostaje telewizyjny Kanał Jedenaście z jego czołową reporterką Inés Grau, prywatnie koleżanką Any. Sytuacja komplikuje się, gdy po kilku dniach w tym samym centrum handlowym dochodzi do zniknięcia trzeciego czterolatka, tym razem syna Inés... Nie jestem potworem doprowadza na skraj wytrzymałości nerwowej zarówno swoich bohaterów, jak i czytelników. Ani oni, ani ty nie wyjdziecie z tego cało.

Po tylu latach czytania thrillerów i kryminałów, znalazłam już swoich ulubionych pisarzy, a z racji tego, że obecnie sięgam w większości po klasykę, to jeśli już wybieram sensację, to wyłącznie od sprawdzonych autorów. Długo się zastanawiałam nad tą książką, ponieważ nazwisko Carme Chaparro nic mi nie mówiło i szkoda było mi czasu na coś, co będzie dla mnie drogą przez mękę. Jednakże zdecydowałam się i w ogóle tego nie żałuję.

Ogromnym plusem jest to, że autorka tej powieści sama była (a może nadal jest, nie wiem) dziennikarką, więc z łatwością mogła oddać problemy Ines Grau. Inaczej czyta nam się książkę, gdy widzimy, że autor sam nie ma pojęcia o czym do końca pisze. Chaparro nie ma tego problemu, ale czasami mówi nam zbyt wiele o zawodzie. Podobnie jest z Aną Aren, ponieważ wątek jej pracy był dla mnie czasem nużący, ale nie widziałam żadnych błędów merytorycznych. 

Świetnym zagraniem było uwikłanie dziecka jednej z głównych bohaterek w całe zamieszanie. Czytelnik nie jest aż tak rozemocjonowany, gdy czyta o problemach całkiem obcego dziecka. Mocniej przeżywamy, gdy już poznamy bohatera i jego rodzinę, a później dzieje mu się krzywda. To okrutne, ale przecież takie zwroty akcji kochają czytelnicy thrillerów!

Zakończenie z jednej strony dużo wyjaśniło, ale było może zbyt... ostrożne. Nie uznaję tego jednak za minus, ponieważ Chaparro planuje kolejne książki z tej serii i jest to dobry wstęp do kolejnych części. 

środa, 30 stycznia 2019

RZEŹNIA NR. 5

21:25:00 0 Comments

Jedna z największych powieści antywojennych w literaturze światowej. W zamyśle autora miała to być jego pierwsza książka. A jednak Vonnegut potrzebował dystansu lat, a także doświadczenia wynikającego z publikacji czterech wcześniejszych powieści, by wreszcie przelać na papier swe doświadczenia z czasów, kiedy jako jeniec wojenny był świadkiem bombardowania Drezna. W rezultacie powstała książka uchodząca za jedną z najwybitniejszych amerykańskich powieści antywojennych. 

Jest to książka o pisarzu, który nie potrafi wymazać z pamięci wspomnień z czasów wojny, chociaż z racji swego zawodu od lat zajmuje się tworzeniem fikcji; książka silnie autobiograficzna, mieszająca dokument z science fiction, pełna trupów i gwałtu, oskarżeń i egzorcyzmów, panicznego strachu i miłości; wreszcie – mówiąc słowami autora – książka „krótka i popaprana, bo o masakrze nie sposób powiedzieć nic inteligentnego”.
„Wspaniałe dzieło… i bardzo śmieszna książka, która nie pozwala nam na uśmiech. Smutna książka bez łez”.– Life



Często, gdy wznowione zostaje wydanie znanej książki, to można usłyszeć, że to niepotrzebne, przecież ta książka występuje już w tak wielu wersjach okładkowych. Całkowicie się z tym nie zgadzam. Od dawna chciałam przeczytać "Rzeźnię nr. 5", ale pewnie nie zrobiłabym tego, gdyby wydawnictwo Zysk i S-ka nie wydało jej w tej pięknej formie. 

Nie mam zamiaru recenzować tej książki tak, jak każdej innej. To dzieło literatury światowej, o którym słyszał już właściwie każdy. Ciężko je skrytykować, ponieważ ból, który sprawia każde słowo, jest przeogromny zwłaszcza dla tych, którzy interesują się historią i potrafią ocenić skalę tego wydarzenia. 

Niezwykle dojrzała i emocjonalna książka. Potrafi doprowadzić do łez smutku i radości. Z pewnością za sto lat będzie tak samo popularna i bardzo cieszy mnie ten fakt, bo to jedna z książek, które pochłania się szybko i z zainteresowaniem, a niosą jednak za sobą ogromny przekaz. 

Cieszę się, że wydawnictwa wznawiają wydawanie TAKICH książek, które na dodruk naprawdę zasługują. 

DZIEWCZĘTA MYŚLĄ O WSZYSTKIM

20:54:00 1 Comments

W kuchniach i salonach, w garażach, laboratoriach i piwnicach, nawet w przerobionych kurnikach kobiety i dziewczęta dokonywały wynalazków. Wymyślały świece, tkaniny, mydło, hełmy, nosidełka dla dzieci, preparaty chemiczne, sterowane głosem wózki inwalidzkie i leki zwalczające raka - dokonywały genialnych innowacji, które sprawiały, że życie stało się łatwiejsze i lepsze. Ich pomysły należą do najbardziej trwałych (wycieraczki do szyb samochodowych) i najbardziej ulubionych (ciasteczka z kawałkami czekolady). Co inspirowało te kobiety i jak przekształcały swoje pomysły w wynalazki?

Książka "Dziewczęta myślą o wszystkim", począwszy od Sybilli Masters, pierwszej Amerykanki, której wynalazek został udokumentowany (choć patent musiał być wystawiony na nazwisko męża), po dwunastoletnią Becky Schroeder, która w 1974 roku została najmłodszą posiadaczką patentu, opowiada o trudnościach, jakie musiały pokonać te niezwykłe kobiety, i o ich niesamowitych zwycięstwach.Ilustracje Melissa Sweet.


Wiecie, że wycieraczki, których używamy w aucie, mogłyby nie istnieć, gdyby nie kobieta, jeżdżąca w pluchę autobusem? Motoryzacją interesowała się też inna kobieta - wynalazła ogrzewanie samochodowe. Płci pięknej zawdzięczamy też strzykawki, papierowe torby, biurka, lodówkę, grę Monopol, ciasteczka z czekoladą i mnóstwo innych rzeczy, o których możecie przeczytać w nowej książce wydawnictwa Zysk i S-ka.

Wszystkie wynalazki do tej pory kojarzyły mi się wyłącznie z tęgimi, męskimi umysłami. Thimmesh postanowiła przełamać stereotypy i napisać o kobietach, które zasłużyły się w historii. Z wstydem przyznaję, że nie wiedziałam o żadnej z autorek wymienionych w książce, a jest ich sporo, bo mimo tego, że autorka opisała dogłębnie tylko kilka wynalazków, to załączyła też listę innych pań, które dodały swoje trzy grosze do naszego codziennego życia.

Muszę też wspomnieć o cu-do-wnym wydaniu, które powala na kolana. Obrazki są barwne, duże, ciężko znaleźć stronę zapełnioną wyłącznie tekstem, więc myślę, że możecie tę książkę polecić swoim pociechom. Jeśli miałabym wymienić jakąś wadę tej książki, to byłaby to objętość. Teraz już wiem, że mamy tyle zdolnych pań. Dlaczego nie napisać o nich więcej? Dla mnie ta książka jest stanowczo zbyt krótka!