Follow Us @soratemplates

sobota, 26 maja 2018

ZAWSZE MIESZKAŁYŚMY W ZAMKU

13:54:00 0 Comments

Niesamowita gotycka opowieść autorki Nawiedzonego Domu na Wzgórzu!

Merricat Blackwood wraz z siostrą Constance i wujem Julianem zamieszkują rodzinną posiadłość. Nie tak dawno temu rodzina liczyła siedmiu członków – do czasu, kiedy pewnej nocy do cukiernicy trafiła śmiertelna dawka arszeniku. Uwolniona od zarzutu morderstwa Constance wróciła do domu, gdzie Merricat robi wszystko, by uchronić ją przed natarczywością i wrogością miejscowej społeczności. Dni upływają w dosyć szczęśliwym odosobnieniu, aż pewnego dnia do posiadłości przybywa kuzyn Charles…



"Nawiedzony dom na wzgórzu" zebrał mnóstwo skrajnych opinii. Jedni mówili, że jest beznadziejny, a inni, że to jedno z najwybitniejszych dzieł gatunku. Zdecydowanie stanęłam po stronie tych drugich. Do dziś, gdy myślę o tych cudownych, gotyckich opisach i o atmosferze, która osnuwała całą powieść, mam ciarki na plecach. Czy "Zawsze mieszkałyśmy w zamku" dorównuje swojej poprzedniczce?

Nie wiem. Minął prawie miesiąc od przeczytania przeze mnie tej książki i nadal nie mam pojęcia! To było coś dziwnego... Ale chyba w ten dobry sposób. Na początku było trochę nudno, ale jednak tajemniczo. Później, gdy pojawił się ten śmieszny kuzyn, myślałam: o nie, to robi się jakieś przewidywalne, wyczuwam aferę w stylu Mody na sukces... Ale nie! Przez jedno, pozornie drobne wydarzenie wszystko się zmienia i... nie wiem. Wciąż nie wiem. 

Czegoś mi brakuje w tej książce. Jest bardzo krótka i pozostawia wiele wątków nierozwiązanych. Dlaczego właściwie rodzina została otruta? Jej członkowie są znienawidzeni przez społeczeństwo, ponieważ? Wszyscy zachowują się dziwnie, wręcz deprymująco działają na czytelnika. Mówią głupie z pozoru rzeczy i robią jakieś czynności z kosmosu. Samo zakończenie miesza w głowie i nie pozwala odnaleźć odpowiedzi. Miałam już w głowie wizję, że może te dwie siostry przez całą książkę były martwe i czytamy tylko o ich duchach, ale wiele wydarzeń to wyklucza. Są też absurdalne zdarzenia typu nagłe nawrócenie się mieszkańców i życie tych dwóch kobiet - dorosłych, które ubierają się w obrusy zamiast kupić nowe rzeczy.

Nie mogę powiedzieć, że to było złe. To już druga książka Jackson, która, ostatnimi stronami, sprawiła, że miałam otwarte ze zdziwienia usta i główkowałam bardzo długo, o co tu mogło tak naprawdę chodzić? Dla fanów gatunku godna polecenia.

wtorek, 22 maja 2018

KSIĘGA DZIKOŚCI

21:01:00 1 Comments

W świecie, w którym zawsze mamy pod ręką telefon, tablet, komputer czy konsolę, często nie zauważamy, ile radości czeka na nas poza domem.
Budujemy światy w Minecrafcie, kiedy moglibyśmy budować tratwę; oglądamy najnowszy serial na Netfliksie, kiedy moglibyśmy oglądać gwiazdy; bezmyślnie buszujemy po mediach społecznościowych, kiedy moglibyśmy buszować po lesie; szukamy okazji w internecie, kiedy moglibyśmy szukać złota w strumieniu.
Mamy coraz lepsze smartfony, ale coraz mniej doświadczeń – świat skurczył się do rozmiaru ekranu przed oczami.
Księga dzikości przypomina nam, ile cudownych przeżyć czeka na nas za progiem. Jest pełna propozycji prostych i przyjemnych zajęć i gier na świeżym powietrzu. Dowiesz się z niej na przykład, jak zrobić tarniówkę, wspiąć się na drzewo, rozpalić ognisko, rozpoznać chmury po kształcie i zbudować szałas.
Ta książka pomoże ci odkryć w sobie dziecko.

Pozwól sobie na odrobinę dzikości. Przygoda jest bliżej, niż myślisz!




Z góry przepraszam za jakość zdjęć, ale to chyba wina bloggera, ponieważ wcześniej wyglądały o wiele lepiej, a jednak chciałam wam pokazać to cudo w środku, bo naprawdę warto to zobaczyć (na żywo jeszcze bardziej).



A skoro zaczęłam od wyglądu, to skupmy się na nim jeszcze chwilkę. Okładkowa cena tej książki to czterdzieści złotych bez grosza. Za tę kwotę można kupić zwykłą powieść z sklepu empik, ale też tę cudowną (właściwie) encyklopedię. Okładka wydaje się być powleczona w całości jakimś materiałem. Niezwykle przyjemna w dotyku, twarda, z pewnością posłuży bardzo długo i będzie się fascynująco prezentowała. W środku mnóstwo obrazków, cytatów, zdobień i wiadomości. Moim zdaniem to idealny prezent na urodziny czy Komunię Świętą, skoro jesteśmy już w majowych klimatach.



Dlaczego nazywam ten twór encyklopedią? Bo zawiera mnóstwo wiadomości! To są takie zwykłe rzeczy, o których jednak nie mamy pojęcia. Dowiemy się tutaj jak odczytywać konstelacje, rozpalać ognisko za pomocą patyków, suszyć kwiaty, gwizdać z trawy, przechadzać się, wykonywać gry, łapać ryby rękoma, przycinać żywopłot, rozpoznawać drzewa, kwiaty, zwierzaki i robić wiele innych rzeczy. To też świetny pomysł na prezent dla harcerza!


W obecnych czasach ta książka jest po prostu ważna. Ciekawie napisana i traktująca o czymś, co pozwoli nam na chwilę wolności i wytchnienia. Z pewnością skłoni do odłożenia telefonu i do spróbowania swoich sił w łowieniu ryb ręką, bo dlaczego nie? Czy ktoś z was to kiedyś robił? Może warto spróbować? Zdecydowanie polecam. 


wtorek, 15 maja 2018

UNIWERSUM METRO 2035. PITER. WOJNA

07:35:00 0 Comments

Piter. Wojna to niewiarygodne przygody Ubera, marzyciela i romantyka, który przez dwadzieścia lat wegetacji w metrze nie utracił wiary w sprawiedliwość i lepszy świat. Więcej: jest nadal gotów walczyć o swoje idee do ostatniej kropli krwi.
Drobne potyczki między ugrupowaniami kontrolującymi poszczególne stacje petersburskiego metra przerodziły się w regularną wojnę, której zwycięzca zapanuje nad całym Wielkim Metrem. Problem w tym, że nie można założyć, iż górę wezmą w niej ludzie. Dwie dekady po zrzuceniu głowic atomowych okazały się wystarczająco długim czasem, by w ruinach miasta powstało nowe, więcej niż rozumne życie, które też pragnie zająć miejsce pod niebem i pod ziemią.
Uber i jego przyjaciele, odcięci od rodzimych stacji, będą musieli przedostać się do domu, wychodząc na powierzchnię. Nie mogą zginąć w ruinach miasta, inaczej nikt nie opowie o tym, kto lub co kryje się pod kopułą soboru św. Izaaka.
***
Ostatnia wojna starła z powierzchni ziemi miasta i kraje, unicestwiła całe narody i zapędziła garstki ocalałych do katakumb i bunkrów. Przez dwie dekady czepiali się życia pod ziemią, pozbawieni nadziei i odwagi, by wrócić na powierzchnię; o ich walce napisano dziesiątki książek, które ukazały się w Uniwersum Metro 2033, znanym na całym świecie, kultowym postapokaliptycznym cyklu.
Ale w roku 2035 wszystko się zmieni. Nadejdzie czas, by wyjść z labiryntów metra. By wstać z kolan i znów spojrzeć w niebo. By chwycić za broń i odbić świat, który niegdyś należał do człowieka. Nie da się tego zrobić w pojedynkę. Trzeba się zjednoczyć – albo zginąć na zawsze w mrokach historii.



Z pewnością wszyscy znają sławetną serię Uniwersum Metro 2033. Dobrze, prawie wszyscy. Ja nie znam. Widziałam ją wiele razy, ale zawsze wydawało mi się, że tych książek jest tak strasznie dużo, że nie udałoby mi się ich nadrobić do końca życia. Uniwersum Metro 2035 to pewne odgałęzienie tej serii inspirowane prozą Glukhovskiego. Jak Szymon Wroczek poradził sobie z kontynuacją dzieła tego poczytnego autora?



O ile Szymon Wroczek poradził sobie wspaniale, gorzej było ze mną. Myślałam, że to będą zupełnie odrębne historie, a jednak. Chyba nigdy nie czytałam nic w stylu postapokaliptycznym i strasznie ciężko przyszło mi  zaprzyjaźnianie się z tą powieścią. Nie mogłam odnaleźć się w tym świecie, dziwnych słowach i sytuacjach. Na szczęście autor wziął pod uwagę takich amatorów jak ja i stara się dokładnie nakreślić sytuację.

Te wszystkie momenty zmieszania wynagradza jednak wartka akcja, która naprawdę przenosi nas do innego świata. Z czasem zaczęłam interesować się tym tworem i pozwoliłam, by ten niezwykły klimat mnie pochłonął. Wroczek pisze niesamowicie, tak lekko i prosto, ale ze smakiem. To, co robi ze słowami jest niezwykłe.



Klimat zachwyca, ale i tak najwspanialsze są sylwetki bohaterów. Główna postać, czyli Uber, to mężczyzna (prawie) idealny. Zabawny, odważny i urodzony przywódca, a jednak ludzki, bliski czytelnikowi.

Szymon Wroczek to świetny pisarz, który zachęcił mnie do sięgnięcia po wcześniejsze książki z Uniwersum Metro. Czekam też na kolejne i rozpoczynam poszukiwania innych powieści tego pisarza. Koniecznie musicie po nie sięgnąć! 

piątek, 11 maja 2018

KOCIE OKO

17:32:00 0 Comments

Kontrowersyjna malarka Elaine Risley po latach nieobecności przyjeżdża do Toronto, gdzie jest przygotowywana wystawa jej prac. Znajome domy, ulice i pejzaże utrwalone na jej obrazach, wywołują fale wspomnień o dzieciństwie, które nie było jak z obrazka. Wędrówka po kraju z ojcem-naukowcem, zakazany romans z nauczycielem malarstw i życiowym mentorem, ale przede wszystkim dziewczęca przyjaźń, która zamieniła się w okrutną obsesję. Przeszłość osacza Elaine ciasną pętlą strachu. Tak jak kiedyś. Niepokojąca, głęboka i wnikliwa opowieść o krzywdzie i szukaniu tożsamości – córki, kochanki, artystki i kobiety.

Nie czytałam "Opowieści podręcznej", ale ciągle słyszałam pochlebne opinie o niej. Mówiono mi, że to książka o tym jak jedna mała rzecz może zmienić świat. Na zdjęciu trzymam w rękach debiut Atwood, czyli książkę, którą napisała, nim została znaną na całym świecie pisarką. Co wtedy chciała powiedzieć?

Pomysł przypomina mi trochę książki Stephena Kinga. Nie fabularnie, ani językowo, ale przesłaniowo. Król często porusza zagadnienia przeszłości, pokazuje jak małe rzeczy mogą nas ukształtować lub zniszczyć. Często przedstawia ludzi dojrzałych, którzy nękani są zdarzeniem, które moglibyśmy wziąć za błahe. Podobnie robi Atwood i robi to bardzo dobrze.

To nie jest książka, o której można napisać: lekka i wiosenna. To raczej taka powieść do fotela, kawy i grubego koca. Płynie, otula, jest momentami ciężka, potrafi nawet znudzić, ale podąża gdzieś za nami, skłania do przemyśleń, pragnie czasu i spokoju. Nie ma tutaj wielu dialogów. Często rozmowy przedstawiane są w formie opowieści, więc wątpię, by była to książka na raz. I bardzo dobrze, To powinna być książka na długo.

To dobra książka dla tych, którzy interesują się psychologią, bo tematem powieści niby jest problem głównej bohaterki, ale sama jej postać jest zamknięta. Nie zdradza swoich uczuć, raczej mówi o innych ludziach, o miejscach, o wspomnieniach. Bardzo ciężko jest do niej dotrzeć, odszukać to, co tak naprawdę w niej jest. 

Trudna książka, ale warta tego trudu.

środa, 9 maja 2018

I ŻE CIĘ NIE OPUSZCZĘ

11:54:00 1 Comments

"Zawsze odbieraj telefon od małżonka.
Regularnie obdarowujcie się prezentami.

Kilka razy w roku wyjedźcie gdzieś razem.
Nikomu nie wspominajcie o Pakcie."

Alice i Jake to młode kochające się małżeństwo. Alice odnosi sukcesy jako prawniczka, Jake jest terapeutą i współwłaścicielem poradni psychologicznej. Przed nimi wspólne życie pełne planów. W prezencie ślubnym od prominentnego klienta Alice nowożeńcy otrzymują zaproszenie do elitarnego klubu dla małżeństw, który działa pod nazwą Pakt. Jego celem jest wspieranie par w staraniach o szczęśliwy i trwały związek. Nierozerwalny. Za wszelką cenę…

Jak daleko się posuną, aby ochronić swoje małżeństwo?



Książka Michelle Richmond mignęła mi już jakiś czas temu, gdy wydawnictwo postanowiło zorganizować akcję promocyjną, w której czytelnicy mogli głosować na najlepszą ich zdaniem okładkę i otrzymywać w zamian spore kody zniżkowe. Bardzo ucieszyłam się, gdy na Instagramie zobaczyłam przedpremierowy egzemplarz książki ze zdjęciem, na które głosowałam. Przyznajcie, że ta okładka jest świetna.

Ale dziś nie o okładce lecz o zawartości. Wydawnictwo Otwarte wydaje ostatnio mnóstwo książek sygnowanych napisem "Fenomenalny thriller psychologiczny". Czytałam ich "Lokatorkę", która była świetna, a mam na półce "Ocalałe" i "Grzesznicę", które zbierają przeróżne opinie. "I że cię nie opuszczę" kojarzy mi się trochę z pierwszą wymienioną przeze mnie powieścią. Tutaj Alice i Jake otrzymują niezwykle dziwną, ale i kuszącą propozycję, tak jak główna bohaterka "Lokatorki", jednak nie dotyczy ona czegoś materialnego. Dotyczy ona ich uczucia, a czy uczuciami można sterować?

Lisa Gardner mówi o tym, że po przeczytaniu tej książki zaczniemy wątpić w każdego, kogo kochaliśmy. Ja jednak zobaczyłam w tej powieści prawdziwe uczucie, które nie chce się poddać Paktowi i za wszelką cenę próbuje trwać wiecznie. Sam fakt dołączenia do programu i to, co dzieje się później jest wyrazem miłości. Bo strach jest jej nieodłączną częścią. Strach o tych, których kochamy, ale przede wszystkim strach o to, że możemy ich stracić.

Zdecydowanie przychylam się do wszystkich pozytywnych opinii na temat tej książki. Może nie jest to najwybitniejszy thriller tego roku, ale to z pewnością naładowana emocjami powieść, którą będziecie chcieli jak najszybciej doczytać, by poznać zakończenie, a gdy już je odkryjecie, będziecie niesamowicie chcieli wrócić gdzieś do środka i jeszcze raz wszystko powoli przemyśleć.

KLIKNIJ TUTAJ, BY DOWIEDZIEĆ SIĘ WIĘCEJ

sobota, 5 maja 2018

MINUTA CISZY

10:17:00 0 Comments

Literacki bestseller w Niemczech. 


Niemcy, lata 70. XX wieku. W szkole średniej małej nadbałtyckiej miejscowości trwa ceremonia żałobna ku czci Stelli, zmarłej tragicznie młodej nauczycielki języka angielskiego. Dyrektor szkoły prosi 18-letniego Christiana, syna miejscowego „rybaka kamieni”, by w imieniu nauczycieli oraz swoich koleżanek i kolegów wyraził żal po stracie lubianej i szanowanej przez wszystkich Stelli. Christian odmawia. Śmierć 30-letniej kobiety dotknęła młodzieńca w szczególny sposób – stała się jego osobistą tragedią, końcem jego pierwszej wielkiej miłości. 


„Minuta ciszy” to opowieść o dorastaniu. To również wyraz tęsknoty za trwałością oraz bliskością ukrytą między słowami a dwuznacznymi gestami. To chwila ugięcia się pod ciężarem pytania o sens istnienia, o istotę miłości i sposób na przezwyciężenie straty. 



Książki o objętości takiej jak ta są albo wybitne i znane na całym świecie ("Oskar i Pani Róża", "Mały Książę") lub giną w natłoku innych powieści i nie wyróżniają się niczym zajmującym. Tak było z "Nadzieją" Agnieszki Borys, którą czytałam ponad rok temu, a teraz nie potrafię jej streścić w nawet dwóch zdaniach. Obawiam się, że tak będzie też z "Minutą ciszy".

Zapowiadało się wspaniale. Musicie przyznać, że okładka robi wrażenie, a opis też zawiesza poprzeczkę dość wysoko. Cała historia też nie jest zła. To długi monolog Christiana, który właśnie siedzi na ceremonii, która ma na celu uczcić pamięć jego zmarłej nauczycielki angielskiego, a także pierwszej miłości i kochanki.

I tutaj zaczyna przeszkadzać zwięzłość tej powiastki. Brakuje budowania emocji, które może wydarzyć się wyłącznie przy dłuższej formie. Właśnie wtedy odkrywamy cechy bohaterów, które nie zostały powiedziane wprost. Ciężko utożsamić się z postaciami, które nie mają żadnego portretu psychologicznego. Poznajemy je wyłącznie z imienia, po kilkunastu stronach ich znajomość to już romans, a po kolejnych kilkudziesięciu następuje wypadek i śmierć Stelli. Oczywiście, chwila, w której Christian się o tym dowiaduje jest dla czytelnika bolesna, ale wydaje mi się, że znów zbyt zwięźle opisana.

"Minuta ciszy" to wspaniały pomysł i średnie wykonanie, choć nie mam tutaj na myśli pióra Lenza - przeciwnie - polubiłam styl tego autora i nabrałam ochoty na inne jego książki. Oby nie zawiodły mnie tak jak ta.

wtorek, 1 maja 2018

WIECZÓR FILMOWY

12:05:00 1 Comments


Czy przyjaźń może przerodzić się w prawdziwą miłość?

Sol i Hanna to dwoje przyjaciół z dzieciństwa, którzy niespodziewanie spotykają się po latach. Opowieść rozpoczyna się 31 grudnia, kiedy to Hannę bezceremonialnie porzuca jej chłopak Danny, jeden z najprzystojniejszych w szkole. Hanna jest zrozpaczona. Koleżanki próbują zająć jej miejsce, a jedynym przyjacielem, który stara się ją pocieszyć, jest Sol. Chłopak wpada na pomysł, żeby oboje raz w miesiącu przez cały rok oglądali wspólnie film – raz wybrany przez niego, raz przez nią. Sprawy komplikują się, gdy okazuje się, że Sol zakochuje się w dziewczynie. Czy uda mu się zdobyć jej serce?

Ciężko jest trafić na coś wartościowego wśród tylu młodzieżówek, które napływają do nas każdego miesiąca. Większość z nich jest popularna przez kilka tygodni, miesiąc, później znika. Pewnie tak będzie też z tą książką, a szkoda. Powinna gościć na Instagramie i innych mediach bardzo długo, by czytelnicy mieli szansę się do niej przekonać. Bo warto.

Wszystko zaczyna się niewinnie, dość schematycznie. Topos stary jak świat. Ją rzuca chłopak (oczywiście niezwykle przystojny), a przyjaciółki odwracają się od niej niemal równie szybko. Zostaje jej tylko jeden dawny przyjaciel. Ale na przyjaźni nie może się skończyć. Tylko czy to ma prawo istnienia?

Dziękuję Lucy za brak tak popularnych teraz scen. Tych wszystkich idiotycznych tekstów podnieconych piętnastolatków i scen łóżkowych na setnej stronie. To naprawdę jest powieść dla młodzieży: subtelna, delikatna, inteligentna i błyskotliwa. Mnóstwo tutaj przyjemnego humoru i cennych myśli. 

Ta opowieść trochę przypomina mi książki Rebecci Stead. Wiele w nich swobody, codziennych sytuacji i naturalności. Sol nie jest nieziemsko przystojny, a Hanna nie aspiruje na bycie modelką. To postacie, które mogłyby uczęszczać do mojego liceum i siedzieć przy mnie na przerwie. Nawet mówią tak jak moi znajomi!

Zdecydowanie polecam na obecny czas. To taka wiosenna książka, którą miło się czyta i z przykrością odkłada.