Follow Us @soratemplates

sobota, 29 grudnia 2018

KRÓTKIE ODPOWIEDZI NA WIELKIE PYTANIA

15:26:00 0 Comments


Światowej sławy kosmolog i autor bestsellera nad bestsellerami Krótka historia czasu pozostawił nam swoje odpowiedzi na najistotniejsze pytania o nasze miejsce i przyszłość we wszechświecie

Skąd się wzięliśmy? Czy ostatecznie przetrwamy? Czy postęp techniki uchroni nas przed zagładą? W jaki sposób moglibyśmy w pełni rozwinąć skrzydła?

Stephen Hawking został uznany za jeden z największych umysłów naszych czasów, a jego heroiczne zmagania z chorobą, odkąd w wieku dwudziestu jeden lat zdiagnozowano u niego stwardnienie zanikowe boczne, stanowią trwałe źródło inspiracji dla nas wszystkich. Zasłynął zarówno z przełomowych dokonań w dziedzinie fizyki teoretycznej, jak i z nadzwyczajnej umiejętności objaśniania skomplikowanych pojęć w sposób przystępny dla każdego. Uwielbiano go również za szelmowskie poczucie humoru. Bezpośrednio przed śmiercią pracował nad swym ostatnim dziełem – zestawieniem odpowiedzi na "wielkie" pytania, które tak często stawiał, wykraczając poza granice ściśle akademickich badań.

W swojej ostatniej książce Hawking przedstawia poglądy dotyczące najpoważniejszych zagrożeń, przed jakimi stoi ludzkość, oraz tego, jaka przyszłość zarysowuje się przed ziemskim globem. Każdą część rozpoczyna wprowadzenie pióra wybitnego intelektualisty, który nakreśla swoją własną ocenę wkładu profesora Hawkinga do gmachu naszej wiedzy. Książka zawiera również przedmowę laureata Oscara Eddiego Redmayne'a, który grał postać Hawkinga w filmie Teoria wszystkiego oraz posłowie napisane przez córkę Hawkinga, Lucy Hawking, a ponadto prywatne zdjęcia i inne materiały archiwalne.

Nie ukrywam, że jeśli czytam jakąś książkę z dziedziny fizyki, chemii, matematyki, etc., to są to najczęściej książki przeznaczone dla dzieci, pełne ilustracji itd. Powód jest banalny. Wszystkie inne, uczone tomy, brzmią dla mnie jak bełkot. Nauki ścisłe nigdy nie były mi bliskie. Dlaczego więc sięgnęłam po książkę Hawkinga? To również banalne. Kto o nim nie słyszał? Właśnie, nie widzę rąk w górze.

Początkowo miałam lekką niechęć do tej książki. Przyjemna narracja przeplatana była jakimiś niezrozumiałymi dla mnie terminami i wydarzeniami. Później było coraz ciekawiej, ponieważ Hawking nie bazował wyłącznie na akademickiej wiedzy, ale też na codziennych sprawach. Co więcej, nie wiem czy nie zabrzmi to trochę ezoterycznie, ale czułam się jakbym siedziała na interesującej lekcji fizyki i słuchała tego kosmologa na żywo. Zdania oddawały tą całą fascynację światem, którą Hawking w sobie miał.

Bardzo podobało mi się to, że wszystkie wnioski, przełożone zostały na prawdziwe życie i uwydatniły to, co może się stać, jeśli nasze życie będzie wyglądało tak samo. Pojawiło się kilka subiektywnych teorii Hawkinga, ale nie były narzucaniem woli autora.

To będzie niezwykłe przeżycie dla tych, którzy nie obcowali nigdy z zagadnieniami fizyki i umysłowa uczta dla tych, którzy już się nią zachłysnęli. Nie bójcie się tej książki, ponieważ może ona być drogowskazem dla tych, którzy wciąż nie są pewni świata. Po przeczytaniu naprawdę zasmucił mnie fakt, że nie ma już z nami tak wielkiego człowieka. Pewnie potwierdza teraz swoje teorie,  a czytelnikom próbuje powiedzieć: sapere aude.



UNIESIENIE

14:55:00 0 Comments


Bliżej...
Tajemnicza przypadłość i zwykły człowiek, który w upiornym miasteczku Castle Rock wywoła rewolucję – zjednoczy ludzi, których dzieli wszystko.

Scott Carey wciąż traci na wadze. Świetna wiadomość dla kogoś, kto zawsze miał lekki problem z otyłością! Tylko że on wygląda wciąż tak samo. Nikt z jego otoczenia nie uwierzyłby, że waga, na którą codziennie wchodzi, za każdym razem pokazuje mniej kilogramów. Niezależnie od tego, ile Scott zje i co na siebie włoży. Nawet hantle, które w momencie ważenia trzyma w rękach, nie mają żadnego wpływu na jego wagę. Jak gdyby otaczał go kokon nieważkości.

Scott podchodzi do całej sprawy ze stoickim spokojem, bo, o dziwo, czuje się wspaniale, jakby jego przedziwna przypadłość wyzwalała w nim wszystko co najlepsze. Nawet kiedy zdaje sobie sprawę, że tajemniczy proces przyśpiesza i Godzina Zero być może nadejdzie znacznie szybciej, niż przewidywał. Ale zanim to nastąpi…

Jestem ogromną fanką twórczości Stephena Kinga, ale też samej jego osoby. Wydaje mi się, że nigdy nie pisze tylko dlatego, że wpadł na jakiś genialny pomysł. Robi to, bo ma do przekazania coś ważnego. Duża część jego zwolenników i krytyków, marudzi teraz, bo Mistrz wydaje więcej nowelek niż prawdziwych opowieści. Ja nie uważam tego za minus, ponieważ krótsza forma nie spłyca problemów, o których King chce mówić.

Tym razem problemem widocznym na pierwszy rzut oka jest brak akceptacji i tolerancji. W książce mamy parę lesbijek, które wzięły ślub. Ludzie mogliby znieść ich orientację, ale fakt, że powiązały się węzłem małżeńskim zarezerwowanym wyłącznie dla par heteroseksualnych, jest dla mieszkańców nie do przejścia. 

Mniej zauważalny, ale równie ważny jest wątek człowieka, którego dni są policzone. W tym momencie pojawiają się dwie drogi: żyć tak, jakby jutra miało (dosłownie) nie być, czy być zachowawczym i chłodno kalkulować wszystko, co jeszcze można zrobić przed końcem. Główny bohater godzi się na śmierć, ale nie na to, co znajduje się wokół niego. Stara się zmienić świat na lepszy i nie powstrzymuje go to, że jest tylko jednostką skazaną śmierć.

Nie zgadzam się z opiniami, że to powieść taka jak "Chudszy". Tutaj bohater traci wagę, ale tego nie widać. Jest jak przedmiot, który zmienia się w materialne powietrze. W książce o cygańskiej klątwie mamy spadek wagi, który skutkuje zbyt luźnymi ubraniami i obwisłą skórą. Jej bohater cierpi z powodu klątwy, a Scott nie wie, skąd pojawiła się jego dolegliwość. Oboje mają inne cele i sytuacje. Nie potrafię wybrać lepszej, ale obie warto przeczytać. 

środa, 28 listopada 2018

MANIA SKŁODOWSKA

08:27:00 2 Comments

Czy Mania Skłodowska lubiła się uczyć? W co grała z rodzeństwem? O czym marzyła? Na wszystkie te pytania odpowiedź znajdziesz w magicznej książce...


Gabinet to jedyne pomieszczenie w domu dziadków, do którego Ola z Erykiem mają zakaz wstępu. Już raz go złamali, podczas letnich wakacji. W środku, na regałach pnących się od podłogi po sufit, znaleźli wciągające książki. Dosłownie wciągające! I dzięki temu przeżyli niezwykłą przygodę.
Kiedy Eryk wyjeżdża z rodzicami do Paryża, Ola, zmuszona przez ten czas zostać u dziadków, postanawia wybrać się w to samo miejsce co brat – ale inną drogą. W gabinecie dziadka odnajduje książkę z kobietą z probówką w ręce na okładce. Przykłada palce do ilustracji i… znika w książce. Już po chwili widzi kilkuletnią Manię Skłodowską. I tak zaczyna się kolejna fascynująca podróż w nie byle jakim towarzystwie – przyszłej chemiczki i noblistki.

Poprzednią książką Jakuba Skworza zachwycałam się tygodniami, ponieważ akurat czytałam w tym czasie wiele dzieł Adama Mickiewicza. Nie wyobrażacie sobie mojej miny, gdy dostałam propozycję zrecenzowania "Mani Skłodowskiej". Od wielu lat jestem zafascynowana postacią tej noblistki. Co dziwne, fakt, że jej biografia nie jest dla mnie czymś nowym, nie przeszkadzał mi w czytaniu tej książki. Czytało mi się bardzo lekko i odkryłam kilka ciekawostek, o których wcześniej nie miałam pojęcia. 

Wydaje mi się, że ta książka została napisana w trochę inny sposób. Więcej w niej "luzu" i humoru. Podobała mi się bardziej od "Łobuza i mistrza", a przecież nim też byłam zachwycona. Warto zwrócić też uwagę na wydanie. Okładka została zaprojektowana też od wewnątrz, a grzbiet, choć nie identyczny, to pasuje do poprzedniczki. Zwolennicy twardych opraw mogę zakupić tę historię w właśnie takiej okładce. Czego więcej może chcieć czytelnik? 

Nadal jestem zachwycona pomysłem Jakuba Skworza. Tak często zmusza się dzieci do nauki niepotrzebnych dat, a opuszcza się wątki biograficzne, które naprawdę mogłyby interesować. Informacje w prozie pana Skworza są dokładnie wyselekcjonowane i zgodne z faktami. Nie ma tutaj przepychu i zdań nabitych datami, wydarzeniami i długimi nazwami. I za to bardzo autorowi dziękuję, bo "Manię" będę polecać każdemu. 

sobota, 24 listopada 2018

Początki (prawie)wszystkiego

14:15:00 1 Comments

Zawsze fascynowały mnie początki. Jako dziecko często spacerowałem po wybrzeżu Yorkshire z mamą, tatą i siostrą, kiedy wydłubywaliśmy z klifów amonity, belemnity i wymarłe małże, zastanawiałem się: Skąd one się wzięły? Jak wyglądała Ziemia, kiedy żyły?



Do stawiania tych pytań inspirowała mnie nie tylko natura. Oglądając telewizję - najprawdopodobniej czarno-białą, niemniej cud technologii - zastanawiałem się, kto ją wymyślił. Nie mogłem sobie wyobrazić, w jaki sposób ktoś był w stanie wynaleźć pudło z ekranem, na którym wyświetlały się obrazy gdzieś z daleka. Mnie by się to na pewno nie udało.
Dwadzieścia lat temu, kiedy zostałem dziennikarzem popularnonaukowym, zdałem sobie sprawę, jak silnie historie o początku świata oddziałują na naszą wyobraźnię. „,Skąd się wzięliśmy?“, to jedno z najbardziej głębokich, fundamentalnych pytań, jakie sobie zadajemy. (Inne to: „,Jak należy żyć?“, oraz „,Dokąd zmierzamy?“,, ale te zostawmy na inną okazję). Jestem przekonany, że częścią natury ludzkiej jest obserwowanie świata lub stawianie egzystencjalnych pytań i rozważanie: „,Jak to możliwe?“,.
Początki (prawie) wszystkiego to wybór współczesnych historii o różnego rodzaju początkach ukazanych z punktu widzenia naukowego. Zawiera najważniejsze, najciekawsze i najbardziej zaskakujące fakty w 53 rozdziałach ubarwionych wyrazistymi i nierzadko dowcipnymi infografikami.
Graham Lawton, autor tekstu książki


Człowiek uczy się przez całe życie. Zakładam, że to powiedzenie dotyczy raczej kwestii doświadczenia, a nie teoretyki. Na bajki z morałem jesteśmy już trochę zbyt starzy, a opasłe książki z działu "naukowe" raczej nas nie przyciągają. A więc uczymy się już tylko praktycznie. Bardzo łatwo można to zmienić. Jak? Kupując najnowszą książkę od wydawnictwa Insignis.



Przyznaję, że już dawno nie widziałam tak świetnie wydanej książki. Pomijam już twardą okładkę i fajny pomysł ze słońcem, ale to, co dzieje się w środku... Kolory ścigają się ze sobą. Pojawiają się kropki, paski, kratka i mnóstwo innych wzorów. Książka opatrzona jest wieloma fascynującymi ilustracjami, a więc z pewnością zaciekawi też młodsze dzieci.


Tematyka nie zna granic. Mamy tutaj odpowiedzi na podstawowe pytania: Skąd wziął się człowiek? Jak powstał świat? Dla tych bardziej wnikliwych mamy tematy o więziach międzyludzkich, papierze toaletowym, piwie, liczbach... Właściwie o wszystkim, co kiedykolwiek mogło was zastanowić. 


Więcej zdjęć z wnętrza możecie zobaczyć na moim Instagramie :) 


czwartek, 8 listopada 2018

ALCATRAZ KONTRA BIBLIOTEKARZE. MROCZNY TALENT

17:02:00 0 Comments

Złowrogim Bibliotekarzom przez całe lata udawało się trzymać tę książkę w ukryciu... Jeśli masz ją w ręce, należysz do nielicznych szczęściarzy!

Alcatraz Smedry zdołał pokonać armię złych Bibliotekarzy i uratować królestwo Mokii. Szkoda, że przy okazji udało mu się zepsuć talenty Smedrych. Co gorsza, jego ojciec próbuje wprowadzić w życie sekretny plan, który może doprowadzić do zagłady świata, a Bastylia leży pogrążona w śpiączce. Aby się ocknęła, Alcatraz musi dokonać infiltracji Wielkoteki – zwanej przez Ciszlandczyków Biblioteką Kongresu – źródła groźnej bibliotekarskiej mocy. Czy pozbawiony możliwości korzystania ze swego talentu Alcatraz znajdzie sposób, by ocalić Bastylię i na dobre pokonać Bibliotekarzy?

Długo oczekiwana, zabawna i pełna akcji zamykająca część serii „Alcatraz kontra Bibliotekarze” wreszcie na księgarskich półkach!



Nie wiem jak to się dzieje, ale często czytam książki dla młodzieży, a potem mówię, że jestem już na nie za stara i nie podobają mi się. Potem zabieram się za jakąś serię dla starszych dzieci i jestem oczarowana. W szczególności dzieje się tak, gdy czytam serię Brandona Sandersona o walce Alcatraza z Bibliotekarzami. 

Gdybym miała ustalić granicę wiekową dla czytelników tych książek, to powiedziałabym, że to młodzież w wieku od dwunastu do piętnastu lat. Te wszystkie przygody w Bibliotece Aleksandryjskiej i w Wolnych Królestwach są jak z filmów o superbohaterach. Jednakże humor (może nie zawsze, ale częściowo) i to, co ukryte między wersami, próbują przekazać czytelnikowi coś więcej. A więc to nie tylko opowieść o chłopcu, który potrafi psuć i jego dziadku, który spóźnia się, bo taki jest jego talent. Fakt, że już kilka razy w całej serii spóźnił się na własną śmierć może być komiczny, ale dojrzalszy czytelnik potrafi wywnioskować z tego coś więcej. Nie będę przytaczać konkretnych przykładów, bo nie chcę zepsuć lektury tym, którzy jeszcze nie zabrali się za serię Sandersona, ale jest ich wiele.

Poza tymi refleksami, to nadal ten sam, zabawny dzieciak. Zabawy z czytelnikiem nie mają końca, a dochodzą do tego pułapu, że Sanderson, który nigdy nie pozwalał czytać zakończenia, teraz rozkazuje nam czytać kilka akapitów z strony, do której jeszcze nie dotarliśmy i naraża nas na ogromny spojler.

To piąty tom z tej serii, więc napiszę po raz piąty: niebywale zabawna, przemyślana, czarująca, nie pozwalająca się od siebie oderwać i niezwykle mądra książka. Było mi naprawdę smutno, gdy Smedry zapewniał, że to już ostatnia część.  

wtorek, 30 października 2018

DZIWNA POGODA

17:46:00 0 Comments

Zbiór czterech mrożących krew w żyłach minipowieści. 


Joe Hill, jeden z najlepszych amerykańskich autorów horrorów, stawiany jest na równi z takimi pisarzami, jak Peter Straub, Neil Gaiman czy Jonathan Lethem. W Dziwnej pogodzie, frapującej kronice niekończącej się wojny między dobrem i złem, sprawnie obnaża mrok kryjący się pod powierzchnią codziennego życia. Swoim mistrzowskim piórem przesuwa granice gatunku na nowe terytoria. Zabierając czytelników w nieznane, Joe Hill, literacki alchemik, skupia się w swoich czterech minipowieściach na najważniejszych elementach ludzkiej egzystencji: pamięci i niepamięci, wyobrażeniach i fantazjach, bestialstwie i bezradności, lęku i brawurze, deszczu i wietrze, śmierci i życiu, marzeniach… i koszmarach.




Bardzo długo zastanawiałam się nad lekturą książek Joego Hilla. Zwlekałam z tym tak długo, że udało mu się widać kilka książek (w tym grubaśnego "Strażaka") i trochę się do tego zniechęciłam. Zbiór opowiadań był tym, czego potrzebowałam. Kilka historii pisanych przez jednego autora pozwala poznać go tak samo jak przeczytanie kilku opasłych tomisk spod jego ręki.

Zachwyciłam się wydaniem. Grafika na okładce, wklejka, twarda oprawa i te zjawiskowe obrazki w środku (szkoda, że nie były kolorowe). Rozpoczęłam pierwsze opowiadanie i, o jej, zachwyciłam się treścią. Wiem, że syn jednego z najbardziej poczytnych autorów na świecie nie chce słyszeć, jak inni porównują go do ojca, ale, proszę mi wybaczyć, on pisze tak jak ojciec! A Stephena Kinga uwielbiam. "Zdjęcie" zawierało w sobie wszystko, co tak lubię w twórczości Króla: głównego bohatera z krwi i kości, tajemniczość, pewną melancholię, skomplikowane relacje, wzruszające momenty i chwytające za serce zakończenie.

Poziom spadł trochę przy "Naładowanym". To nie było złe opowiadanie, ale może nie było do końca w moim stylu. Trochę za dużo akcji, strzelania i scen rodem z taniego thrillera. Nie można mu jednak odmówić tego poczucia niepewności, które towarzyszy nam przez te (ponad) sto stron. Na pochwałę zasługuje też to, w jaki sposób Joe Hill porusza ważne tematy, nie krytykując ich, ani nie wskazując nam wyboru. Bo inaczej będziemy się wypowiadać na temat posiadania broni, gdy jakiś wariat wymierzy do nas z pistoletu, a inaczej, gdy będziemy musieli się bronić.

Zawiodłam się na dwóch ostatnich opowiadaniach. Może nie lubię aż takiej absurdalności (bo inaczej nie mogę nazwać wielkiej chmury, która zmienia się w wieszak, gdy chcemy odwiesić płaszcz, w kochankę, gdy pragniemy zbliżenia lub w owoce, gdy jesteśmy głodni),  a może znudziła mnie narracja. "Wniebowzięty" jest trochę głupawy, przedziwna sytuacja, którą można by dobrze wykorzystać jest przeplatana westchnieniami do dziewczyny, która nie odwzajemnia miłości głównego bohatera. 

Natomiast ostatnie opowiadanie ciężko zaliczyć do kategorii udanych, ale też nie można przypiąć mu łatki porażki. Dziękuję za przedstawienie ciemnej strony społeczności, za poruszenie tematu nietolerancji i pokazanie jak trudno pogodzić się z odejściem najbliższych. Ale dlaczego tyle tutaj przydługawych opisów, niepotrzebnych wątków i trochę nierozsądnych zachowań głównej bohaterki?

Zachęcam do przeczytania chociaż dwóch pierwszych opowiadań. Dwa kolejne były słabsze, ale "Zdjęcie" i "Naładowany" zachęciły mnie do sięgnięcia po inne książki Hilla. Może zakocham się w nim tak, jak w jego rodzicielu...



sobota, 27 października 2018

TAŃCZĄCE MARTWE DZIEWCZYNKI

10:43:00 0 Comments

W szkole tańca w centrum Cork wybucha pożar. Trzynaście utalentowanych dziewcząt ginie w płomieniach. Prowadząca śledztwo nadinspektor Katie Maguire dopatruje się w tym celowego działania i łączy pożar z innymi nawiedzającymi wcześniej miasto. Zwłaszcza z jednym, którego ofiary już nie żyły, kiedy pojawiły się pierwsze płomienie. Żeby znaleźć sprawcę, musi wejść w nowy dla niej świat irlandzkiego tańca ludowego – pełen nieposkromionych ambicji i zawiści – i stawić czoło najbardziej bezwzględnemu zabójcy, z jakim miała dotąd do czynienia.

Jeśli chodzi o serię z Katie Maguire, to czytałam tylko "Upadłe anioły", które swoim ciężkim klimatem naprawdę mnie zafascynowały i przeraziły. Nie mogłam się od nich oderwać i przeczytałam całą powieść w jeden dzień. Jak było teraz?

Wiele osób zarzuca Mastertonowi to, co robi najczęściej ze wszystkich pisarzy tego gatunku: wszędzie, gdzie może wplata sceny erotyczne. Ja bardzo tego autora lubię, co wiąże się z tym, że znam trochę jego biografię i zdaję sobie sprawę, że pisywał powieści, w których pierwszych skrzypiec nie grały potwory, ale właśnie zbliżenia. Jest nawet autorem poradników z zakresu erotyki i seksuologii, więc nie marudzę, jeśli widzę w jego thrillerach wątki tego typu, ale jeśli wy nie przepadacie za czymś takim, odpuśćcie sobie tę pozycję.

Zdecydowanie ten tom nie porwał mnie tak jak "Upadłe anioły". Nie mogłam do końca poznać Katie, stała się trochę rozchwiana emocjonalnie, nie mogłam zrozumieć kilku jej decyzji i w ogóle marnie wypadła w tej części. Sama akcja płynęła dość leniwie i o ile nie przeszkadzało mi to w poprzednich książkach Mastertona, to teraz zabrakło mi tego, co opatula czytelnika i nie pozwala wyjść z opisanego świata. Ta powieść nie była duszna, ciemna i klejąca. Była przezroczysta, ulotna i momentami nudnawa.

Zawiodłam się na tej odsłonie Mastertona, ale nie oznacza to, że nie będę kontynuować serii z Katie. Przeciwnie - chcę sprawdzić, czy Graham jeszcze potrafi wrócić do lat swojej świetności.