czwartek, 18 maja 2017

NIC DO STRACENIA. POCZĄTEK



Tytuł: Nic do stracenia. Początek
Autor: Kirsty Moseley
Seria: Nic do stracenia
Gatunek: obyczajowa
Wydawnictwo: Harper Collins
Liczba stron: 464
 Data wydania w Polsce: 12.04.2017
Okładka: miękka
Cena z okładki: 39,99
Ocena: ★★★

W dniu szesnastych urodzin Anna Spencer bawi się w klubie ze swoim chłopakiem. Wyjątkowy wieczór szybko się kończy, a poznany przypadkiem Carter Thomas, handlarz broni i narkotyków, zamienia kolejne lata jej życia w piekło.

Dzięki jej zeznaniom Carter zostaje skazany, ale z więzienia wciąż wysyła listy z pogróżkami. Ojciec Anny, wpływowy senator i kandydat na prezydenta, zrobi wszystko, by zapewnić jej bezpieczeństwo.
Ochroną Anny zajmie się przystojny komandos, Ashton Taylor. Aby nie wzbudzać podejrzeń, ma udawać jej chłopaka. Cierpliwie stara się sprawić, by pokonała dręczące ją koszmary i pogrzebała przeszłość. Anna zaczyna czuć się bezpiecznie, a udawanie zakochanych powoli przestaje być grą.
Jednak kolejne dni przynoszą złe wiadomości. 

Wkrótce ma odbyć się rozprawa apelacyjna i Carter może wyjść na wolność. Jeśli tak się stanie, Ashton i Anna znajdą się w niebezpieczeństwie. 

***

Od jakiegoś czasu na rynku wydawniczym pojawia się sporo książek Kirsty Moseley. Wszystkie zostały okrzyknięte bestsellerami, a ja zaczęłam sobie wyrzucać, że przegapiłam okazję na ich przeczytanie. Ucieszyłam się więc, gdy dostałam propozycję recenzji pierwszego tomu nowej serii tej rozchwytywanej autorki. I chyba źle trafiłam.

Nie zachęcił mnie opis, zapowiadał typowe romansidło dla dwunastolatek. Okładka... ździebko tandetna, nic specjalnego. Tytuł bez szału. Ale to nic, bo nazwisko mnie skusiło, a przyzwoita treść mogła to uratować. Moseley strzeliła sobie jednak w stopę... bohaterami. 

Słyszałam, że kobiety opisują w książkach takich mężczyzn, z którymi same chciałyby przeżyć dane wydarzenie. Jeśli Kirsty marzy o Ashtonie, to musi być bardzo dziwną kobietą. Nie wytrzymałabym, gdyby mój ukochany obchodził się ze mną jak z porcelaną, ciągle przepraszał i tak natarczywie idealizował. Lepiej nie jest z Anną. Paranoiczka, która sama nie wie, czego chce. Raz płacze, raz się śmieje. Najpierw chce zbliżenia z Taylerem, później go odtrąca. Nie wie czy kocha, czy nie. Cierpi na wszystkie zaburzenia świata i przeżyła każdy koszmar. Nic tylko się litować (ulubione zajęcie Ashtona).

Sama fabuła... Zaczynała się dobrze, ale każda kolejna strona to tylko opis rosnącego napięcia seksualnego. Aż chce się krzyczeć: zabierz ją do łóżka, idioto, bo rzygnę. Niestety, gdy on ją zabiera do łóżka, to zaczyna się histeria (wtedy krzyczymy: wyrzuć ją z łóżka, bo rzygnę!)

"Nic do stracenia, Początek" to książka jakich wiele. Szybko się ją czyta i równie szybko zapomina. Nie ma czym się zachwycać, ale może dam szansę drugiemu tomowi, w którym może (!) coś będzie się działo. A pisząc "coś" mam na myśli wszystko prócz 400-stronnicowego seksu.

***
"(...) to czego chcemy, i to, co się wydarza, to dwie zupełnie różne rzeczy."

"Wszystko, co jest warte posiadania, warte jest też, żeby o to walczyć."

1 komentarz:

  1. Mam podobne zdanie o książce :) Ale tak jak Ty dam szansę drugiemu tomowi :)

    OdpowiedzUsuń