piątek, 18 września 2015

Czekając na przebudzenie



Tytuł: Czekając na przebudzenie
Autor: Andrzej Lipski
Seria: brak
Gatunek: thriller
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 344
Data wydania w Polsce: 2015 r.
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Cena z okładki: 34 zł 
Ocena: ★★★★

OPOWIEŚĆ O MIŁOŚCI, PRZYJAŹNI ORAZ WEWNĘTRZNYM PRZEBUDZENIU. Malcolm, wiodący spokojny żywot nauczyciel historii, pewnego dnia postanawia odwiedzić swego ojca, z którym nie rozmawiał od 20 lat. Pod wpływem impulsu porzuca pracę oraz dziewczynę i wyrusza w podróż w nieznane. Dotarłszy do niewielkiej górskiej miejscowości, musi zmierzyć się z wieloma pojawiającymi się przed nim pytaniami. Jaką tajemnicę skrywa okoliczny las? Dlaczego w mieście nagle zaczynają ginąć kolejne osoby? W rozwiązaniu tych zagadek historykowi pomogą posiadane przezeń niezwykłe zdolności, a także nowa przyjaciółka – dziewczynka o imieniu Lucy – mająca wkrótce odmienić całe jego dotychczasowe życie.

Na samym początku muszę wspomnieć o rzeczy, która mnie zaskoczyła i nastawiła pozytywnie do lektury, a później delikatnie zniesmaczyła. Otóż w miejscu, w którym możemy lepiej poznać autora widnieje informacja, że ''autorytetami są dla niego pisarze tacy jak np. Stephen King i Dean Koontz''. Świetnie, uwielbiam obu panów. Od razu tytuł ''Czekając na przebudzenie'' skojarzył mi się z dosyć świeżym dziełem Kinga o tytule... ''Przebudzenie''. Cóż, mnóstwo autorów tak tytułuje swoje dzieła...

Podczas pochłaniania kolejnych stron możemy zagłębić się w psychikę mordercy, którego poszukuje Kochlyńsky i... Jego opis zewnętrzny, jak i portret psychologiczny bardzo przypominał mi postać Brady'ego z niedawnego kryminału Mistrza pt. ''Pan Mercedes''... Można to jeszcze wliczyć w przypadek. W końcu miliony pisarzy na całym świecie umieszczają w swoich powieściach morderców o lodowato niebieskich oczach.

Malcolm próbuje znaleźć zabójcę swojego ojca i kilku innych starszych panów. Po piętach depcze mu policjant Harrison, który za wszelką cenę chce zrobić to pierwszy i zasłużyć sobie na awans. Z początku podejrzewa o to samego Kochlyńskyego i poprzysięga rozwikłać zagadkę. Między istotnymi wydarzeniami Andrzej Lipski wplata mniej ważne wątki. Jednym z nich jest znalezienie przez nauczyciela nieprzytomnego chłopca. Razem z jego przyjacielem odwozi dziecko do szpitala, gdzie zostaje udzielona mu pomoc. Tutaj wkrada się małe przeoczenie. Nie zostają wezwani rodzice, ani policjanci, a przecież nieznane są przyczyny stanu chłopca. Trochę zbyt dużo fikcji literackiej.

Wracając do mojego rozważania na temat dziwnych ''zbiegów okoliczności''. Pan Kochlyńsky poznaje przemiłą Lucy, dzięki której przypomina sobie o niezwykłych zdolnościach, jakimi oboje dysponują. Ich przeczucia są niebywale trafne, można stwierdzić, że przewidują przyszłość (czasem jest to strasznie naciągane). Jeśli czytaliście kiedyś ''Lśnienie'' Stephena Kinga, to te fakty dadzą wam do myślenia. Bo w końcu jaki dar posiadał mały Danny i czarnoskóry kucharz? Hm?

Obiecuję, że to już moje ostatnie ''ale''. Pod koniec opowieści w życiu cudownej Lucy dzieją się straszne rzeczy. Nie chcę spojlerować, więc nie zagłębię się w wątek dokładnie, ale nie mam wątpliwości, co do tego, że ta nastolatka jest niezmiernie podobna do tytułowej ''Dziewczynki, która kochała Toma Gordona'' z średnio popularnego dzieła Stephena Kinga.

Niemniej jest to udany debiut. Nie powiem, że zawojował moje serce, ponieważ jest dość przewidywalny i często - jak już wspomniałam - naciągany. Tak jakbyś siedział w salonie, pijąc kawę, a w kuchni gotowałby się tradycyjny obiad i nagle przypomniałbyś sobie, że nie wyjąłeś ogórków z spiżarni. Opisy pana Lipskiego brzmią trochę jak: ''Przestraszył się niezmiernie, ale poczuł, że mama znalazła te ogórki. Upił kawy i zadręczał się tym jakie, ale po chwili upewnił się, że wybrała małosolne.'' 

Pozostaje mi czekać na kolejne dzieła Pana Andrzeja, by rozwiać swoje wątpliwości i domysły.

2 komentarze:

  1. Lubię ten gatunek. Będę mieć książkę na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń