środa, 9 września 2015

Siedem kręgów



Tytuł: Siedem kręgów
Autor: Dorota Bartyzel - Dukaczewska
Seria: brak
Gatunek: obyczajowa
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 400
Data wydania w Polsce: 2015 r.
Okładka: miękka
Cena z okładki: 34 zł 
Ocena: 

KIEDY CZUJESZ, ŻE CZAS MIJA BEZPOWROTNIE, POWIEDZ MI, CO CHCESZ ZROBIĆ Z TYM JEDNYM BEZCENNYM ŻYCIEM? Milewa nie zna odpowiedzi na to pytanie. Nieustannie wymyśla siebie no nowo. Jest samotna, chociaż ma rodzinę, przyjaciół, kochanka. Idealną Szwajcarię porzuca dla Polski. Tu męczy ją turbokapitalizm i drażnią dogmatyczni wyznawcy wolnego rynku. W szczytowym momencie kariery Milewa czuje, że praca zaczyna dla niej tracić sens. Wszystkie drogi zawodzą. Pogoń za jutrem przerywa diagnoza poważnej choroby, operacja i groźba paraliżu. To początek czy koniec? W świecie Milewy nic nie jest proste. Także odpowiedź na to pytanie. „Siedem kręgów” to podróż bez drogowskazów, gdzie wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. To najważniejsze zaś brzmi: Czy możesz wszystko zacząć raz jeszcze?

Chwila, w której widzę tę książkę w zapowiedziach Novae Res. Cudowna okładka. Magiczna... Niezwykła. Opis, którym zachwyciłam się ja - Kingomaniaczka, która w nowościach szuka pozycji oznaczonych  plakietką ''horror''. I najważniejsze. Przesłanie, na którym tak bardzo mi zależało, ponieważ sytuacja, która (tak myślałam) powinna wyniknąć z głównego aspektu książki, przypomina tą, w której niedługo będę musiała brać udział. 

Dzisiaj recenzja niezwykle krótka i trochę dla mnie... smutna. Zwlekam z nią od prawie miesiąca, w międzyczasie zdążyłam zrecenzować kilka innych pozycji, przeczytać wspaniałe książki, ale też kompletne porażki. ''Siedmiu kręgów'' nie mogę zaliczyć do żadnej z tych grup, ponieważ po prostu ich nie skończyłam i nie skończę. 

Z pewnością część z moich czytelników nie dzieli swojego czasu między szkołę, a lekcje, ale między dom i dzieci. Nie mam wątpliwości co do tego, czy wasze pociechy potrafią nieźle zaleźć za skórę. Stosujecie jakieś kary? Stawiacie dzieci do kąta? Odbieracie dzienną porcję słodyczy? Skracacie czas przed komputerem lub ten na boisku? Przestańcie! Mam rozwiązanie, które uszczęśliwi wszystkich, oczywiście prócz rozrabiaków. Jeden rozdział debiutu Doroty Bartyzel-Dukaczewskiej, wystarczy do uśpienia dziecka, a z pewnością nie będzie to metoda dla maluchów przyjemna. 

Pierwszy i ostatni raz w życiu przyłapałam się na myśli: Och, może ominę ten fragment... To miała być piękna, wzruszająca historia, a w zamian dostałam... COŚ. Nic mną nie wstrząsnęło, w ogóle nie czułam się zafascynowana, przysypiałam, czytanie było dla mnie torturą. Jak można zepsuć taki świetny pomysł?! Jestem zła na Dukaczewską-Bartyzel. To jest oszustwo. Oszustwo dla tych, którzy chcieli obyczajówkę z nutą dramatu, a otrzymali czterystustronicowy  wywód o psychologi, sytuacji politycznej Polski i o tym jakie to kobiety po czterdziestce są samotne.

Nie jestem w stanie napisać nic więcej, szkoda mi tylko, że zmarnowałam na tę książkę tyle czasu i nie mogę jej zaliczyć do przeczytanych, bo sumienie książkoholika nie dałoby mi spokoju.

3 komentarze: