niedziela, 20 grudnia 2015

Miejsce zwane domem



Tytuł: Miejsce zwane domem
Autor: Ewelina Skiba
Gatunek: obyczajowa
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 260
Data wydania w Polsce: 2015 r. (przedpremierowo)
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Cena z okładki: 29 zł 
Ocena: ★★

Jest rok 1976. Marysia Sidło wkracza właśnie w wiek dorosły. A właściwie – zostaje w niego brutalnie wrzucona. Odprawiona z domu, znajduje się sama w obcym mieście, zostawiona na pastwę losu. Jej jedyną szansą na przeżycie jest znalezienie kogoś o dobrym sercu, kto zechce przygarnąć młodą dziewczynę bez wykształcenia, doświadczenia i miejskiej ogłady. Czy Marysi uda się znaleźć nowy dom? Historia opowiedziana na kartach tej powieści w prosty i szczery sposób pokazuje nam, jak ważne jest posiadanie własnego miejsca na ziemi. Skłania również do refleksji, jak istotne są więzi rodzinne oraz ciepło okazane drugiemu, często bezbronnemu, człowiekowi.


Szczerze mówiąc, liczyłam na historię, która nada zbliżającym się świętom trochę magii. Niestety, niewiele jest tutaj o domowym cieple. Co dziwniejsze, jeszcze mniej czytamy o tytułowej bohaterce. Poznajemy ją przez kilka pierwszych stron, a później jest tylko delikatnym dodatkiem w niektórych scenach. W pewnym momencie w ogóle znika. 

Zagłębiamy się jednak w rodzinne sprawy Plichów. Małgorzata i Paweł mają siódemkę adoptowanych dzieci. Muszą jednak pożegnać się z Agnieszką i Witkiem, którzy są poważnie chorzy. Cała historia jest jednak opisana powierzchownie. Autorka starała się opisać jak najwięcej wątków. Niestety. Skończyło się na tym, że nie wiemy co stało się z Agniesią i Witkiem. Sytuacja rodzinna Marysi stoi pod znakiem zapytania, a wątek miłosny znika szybciej, niż się pojawia. Na domiar złego, wszystko porozrzucane jest w w latach. Czytamy o 1978 roku, a w kolejnym rozdziale mamy już rok 1982... 


Wątek Filipa pojawia się niespodziewanie. Trochę tak, jakby pani Skiba stwierdziła, że książka jest za krótka. Gdzieś w połowie opowieści przemieszczamy się z Warszawy do rodzinnej wioski Marysi i znów powierzchownie czytamy o sytuacji kalekiego mężczyzny. Historia urywa się, gdy Filip poznaje tytułową bohaterkę i wszystko pozostaje bez odpowiedzi...

Książka ma potencjał, ale autorka chciała zbyt dużo, a pisała zbyt mało.

9 komentarzy:

  1. wydaje mi się to strasznie pomieszane ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimo wszystko okładka nas zaciekawiła :)
    Pozdrawiamy!

    Obserwujemy i zapraszamy do nas:
    rodzinne-czytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę ją przeczytać jak najszybciej! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja spamuję i serdecznie zapraszam Cię do akcji "Wędrująca książka", którą organizuję. Więcej szczegółów w linku: http://www.recenzjapisanaemocjami.pl/2015/12/wedrujaca-ksiazka.html

    Serdecznie pozdrawiam i życzę cudownego Nowego Roku!!

    OdpowiedzUsuń
  5. A skąd Ci się wzięła Warszawa ?? Ja osobiści wątek Filipa uważam za otwarcie nowej kartki historii w pokręconym życiu Marysi. Każdy z na może sobie ją dopowiedzieć, a może autorka nam ją opowie ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do Warszawy, to moja interpretacja, którą podsunął mi motyw wojny. Cała opinia jest subiektywna, więc w pełni się z Tobą zgadzam, jeśli chodzi o zakończenie. Każdy odbiera książkę inaczej. :) Miłego dnia :)

      Usuń
  6. Chciałem zabrać się za tą książkę lecz po tej recenzji wiem,
    że była by to strata czasu :)

    Pozdrawiam K. <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam, że mnie zainteresowałaś i chętnie bym ją przeczytała ;)

    OdpowiedzUsuń