piątek, 14 lipca 2017

ŚWIATŁO, KTÓRE UTRACILIŚMY


Tytuł: ''Światło, które utraciliśmy''
Autor: Jill Santopolo
Seria: brak
Gatunek: obyczajowa
Wydawnictwo: Otwarte 
Liczba stron: 361
Data wydania w Polsce: 5 lipiec 2017
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena z okładki: 36,90
Ocena★★★★

Nauczyłeś mnie, że zawsze trzeba szukać piękna. W ciemności, w ruinach potrafiłeś odnaleźć światło. Nie wiem, jakie piękno i jakie światło teraz odnajdę. Ale spróbuję. Zrobię to dla ciebie. Bo wiem, że ty zrobiłbyś dla mnie to samo.

Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku. Gdy wieże WTC runęły, a pył przykrył Nowy Jork, zrozumieli, że życie jest zbyt kruche, by przeżyć je bez pasji i emocji. I zbyt krótkie, by nie być razem.
Wkrótce jednak Gabe postanawia przyjąć pracę reportera na Bliskim Wschodzie i wtedy wszystko się zmienia. Lucy dowiaduje się o jego decyzji w dniu, w którym produkowany przez nią program telewizyjny zdobywa nagrodę Emmy. Dzień jej triumfu staje się też dniem, w którym coś nieodwracalnie się kończy. W kolejnych latach Lucy będzie musiała podjąć niejedną rozdzierającą serce decyzję. Czy pierwsza miłość okaże się też ostatnią?

***


Światło, które utraciliśmy to dziwna książka. Prawie od samego początku wiemy, co stanie się w finale. Może nie tak w stu procentach, ale w dziewięćdziesięciu na pewno. Pewnie dlatego zakończenie nie powaliło mnie na kolana i nie wycisnęło litrów łez. Po prostu zdążyłam już się z tym pogodzić przez te trzysta stron.

Główne postacie były dla mnie strasznie irytujące. Gabe jednego dnia kochał Lucy, drugiego ją zostawiał i tak kilka razy. Lucy natomiast zachowywała się jak piętnastolatka, nawet wtedy, gdy miała dwójkę dzieci i męża. To nie spojler, bo o swoim ślubie z innym wspomina już w pierwszych rozdziałach. Relacja tej dwójki wydaje mi się być sztuczna i mętna.

Santopolo zaskoczyła mnie sposobem narracji, ponieważ nie spotkałam się jeszcze z książką, która byłaby cała napisana do kogoś. Zdarza się, że autor zagaduje czytelnika, ale "Światło, które utraciliśmy" można nazwać monologiem kobiety do ukochanego, czytelnik jest poboczną postacią. Czasem czułam się jak intruz, dziwnie czytało mi się intymne pytania Lucy do Gabe'a. Wydawało mi się, że nasłuchuję przez uchylone drzwi.

Najlepszym aspektem książki jest sposób opisania śmierci. Jest taki... normalny. Autorka opisuje prozaiczne sprawy: niedokończona książka, otwarta paczka kawy, obrazy, których nie zdążyło się powiesić. Łez nie wyciska scena śmierci, ale te ledwie uchwytne momenty, gdy patrzymy na otwartą powieść na stoliku ze świadomością, że zakładka nie przeskoczy na kolejną stronę.

Powieść Jill Santopolo nie jest niczym innowacyjnym i wybitnym, choć czasem zaskakuje. Jest intymna, ale też irytująca, ponieważ bohaterzy są często infantylni i niemądrzy. Myślę, że każdy sam powinien ocenić tę powieść, nie zmarnuje na nią dużo czasu, spędzi z z tą książką kilka przyjemnych godzin.

***

"- A co to znaczy wykorzystać swój czas?
- (...) Chodzi o to, żeby zostawić po sobie ślad, dokonać czegoś ważnego. Zmienić świat na lepsze."

"Może życie wymaga od nas wyborów, ale wydaje mi się, że da się przeżyć je tak, by dostać wszystko, czego się pragnie."

"Jak coś umiesz, to to rób."

5 komentarzy:

  1. Mnie ta historia bardzo wzruszyła :) Z początku nie mogłam się wkręcić, ale już od połowy nie mogłam się wręcz oderwać :)

    goszaczyta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem bardzo ciekawa tej książki mimo Twoich negatywnych odczuć. A co do narracji - podobny styl można zauważyć w Uprowadzonej od Lucy Christopher (o ile nie pomyliłam nazwiska), tam też bohaterka zwraca się do mężczyzny i na tym opiera się cała narracja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio jest o niej bardzo głośno. Pewnie przeczytam... by sama wyrobić sobie opinię. Sposób narracji rzeczywiście interesujący

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie książka bardzo się spodobała. Rzeczywiście, nie była fenomenalna, ale dla mnie wyjątkowa i miała w sobie "to coś". Nie żałuję, że ją przeczytałam ;)


    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie jakoś nie ciągnie do tej książki i choć teraz zaintrygowała mnie narracja, to jednak to zbyt mało, żeby chcieć przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń